A poczytaj sobie

Na początek dobra wiadomość dla tych, którym zdarzało się do tego blogu zaglądać: wracam do żywych; dostałem pracę, która pewnie będzie wymagać wiele wysiłku, ale, tak przynajmniej myślę, wykonywanie jej nie będzie szkodliwe dla zdrowia psychicznego. Starczy zatem sił na kolejne wpisy. A dziś? Dziś będzie o książkach.
O dostęp do słowa niewidomi walczyli od zawsze. Wygląda na to, że zwycięstwo jest blisko. Tyle opcji się pojawiło, tyle propozycji i możliwości, że wydaje się, iż nie pozostaje nam nic innego jak tylko wybrać to, co najbardziej nam odpowiada. Ale… jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Jakiś czas temu zostałem szczęśliwym posiadaczem stworzonego specjalnie dla niewidomych gadżetu. Book Sense, bo o nim mowa, jest niewątpliwie wygodny w użyciu. Małe, lekkie urządzenie, którego obsługa nie wymaga zapoznawania się z instrukcją obsługi, jest z pewnością tym, czego każdy mógłby chcieć dla siebie. Że nie będę się czepiał? Ależ będę, bo braki są wielkie. Na początek to, co łatwo można poprawić zmieniając nieco oprogramowanie: Book Sense nie czyta plików .PDF Nie potrafi czytać ebooków z Amazona czy kupionych od Apple’a. Brak mu także możliwości automatycznego synchronizowania treści ze znanymi odtwarzaczami typu Winamp, Itunes czy Windows Media Player. Ta wada z pewnością przeszkadza miłośnikom podcastów. Dwa języki mowy syntetycznej w czytniku dokumentów to oczywiście krok w dobrym kierunku, ale dużo za mało w stosunku do potrzeb. Book Sense zwyczajnie przegrywa konkurencję z Iphonem czy Ipodem.
A sprzętowo? Aż prosi się o bezprzewodowy internet. Ten mały drobiazg mógłby dać niewidomemu ogromne wprost możliwości. Wyobrażam sobie powiedzmy automatyczne ściąganie zasubskrybowanych gazet czy podcastów, dostęp do bibliotek internetowych bez konieczności logowania się za każdym razem, łatwe pobieranie dowolnej pozycji po naciśnięciu w menu przycisku pobierz bez konieczności rozpakowywania, kopiowania na kartę, jednym słowem, bez konieczności robienia tego, co zwłaszcza dla osób starszych, może być skomplikowane i odstraszające. Jeśli dodamy do tego radio internetowe…
Ale czy warto rozwijać coś, co pewnie niebawem zniknie z rynku?
Dostępność wkracza na powszechnie używane platformy wymiany informacji. Oferowane przez Apple Iphone oraz Ipad, promowany przez Google’a Android, urządzenia z systemem Symbian, to poważna konkurencja dla wszystkich urządzeń dedykowanych specjalnie niewidomym. Jeśli nawet pewne funkcje nie działają w nich optymalnie, jeśli owa dostępność pozostawia sobie wiele do rzyczenia, to cena i stojący za robionymi dla wszystkich platformami potencjał rozwojowy sprawiają, że szukając czegoś dla siebie należy się poważnie zastanowić, czy nie lepiej będzie zostawić wszystkie “niszowe artefakty” badaczom prehistorii rozwoju elektroniki.

No comments yet. Be the first.

Leave a Reply