Mac i pecet przestrzenie równoległe

Odkąd produkty Apple’a stały się realną, dostępną alternatywą dla niewidomych lub słabowidzących użytkowników komputerów w środowisku zaczął w naturalny sposób narastać spór o wyższość jabłuszka nad okienkami. Ulegając pasji badacza kupiłem kilka lat temu macbooka. Początki były dla zatwardziałego użytkownika Windowsów trudne. Wieloletnie kształtowanie nawyków nigdy nie jest obciążeniem, które łatwo byłoby przezwyciężyć. Jednakże inwestycja w drogi sprzęt oraz wierność podjętemu postanowieniu sprawiły, że eksperyment prowadziłem konsekwentnie. Przez prawie trzy lata używałem praktycznie wyłącznie macbooka nawet wtedy, gdy wydawało mi się, że jest to najgłupszy z możliwych pomysłów. Uznałem, że nie ma innej metody by nauczyć się tego nowego sposobu obcowania z treściami cyfrowymi. Minęło kilka lat i obowiązki zawodowe sprawiły, że powróciłem do środowiska Windows. Taka perspektywa pozwala na podjęcie próby porównań, próby jakiegoś bilansu, jakiegoś rozstrzygnięcia tego “konkursu piękności”.
Poniżej postaram się w kilku punktach bilans mych doświadczeń przedstawić.
Koszty na wejściu
Początkujący użytkownik komputera może zastanawiać się jakie urządzenie, jaki system jakie środowisko pracy będą dla niego lepsze. Kupując nasz sprzęt chcemy możliwie jak najszybciej go używać. W tej kategorii macbook wygrywa bezapelacyjnie. Nauka podstawowej obsługi czytnika ekranu zajmuje kilkanaście minut a samouczek przygotowano tak aby nawet kompletny nowicjusz, osoba, która nigdy wcześniej nie dotykała komputera, dał sobie radę i podstawowe komendy opanował. Po przejściu samouczka system zaprasza nas do kreatora konfiguracji, który, i tu znów punkt dla Apple’a, zrobiono tak by nowicjusz zrozumiał co gdzie jak i dlaczego robi. Na tym etapie wystarczającą umiejętnością jest rozumienie czytanego tekstu i wykonywanie prostych poleceń.
Z drugiej strony poważną wadą systemu Windows jest brak dobrego czytnika ekranu oraz łatwej i przejrzystej procedury wprowadzającej nowicjusza w środowisko.

Współpraca z otoczeniem.

Znowu punkty dla komputerów z jabłuszkiem. Podłączenie skanera, drukarki czy innych urządzeń peryferyjnych do macbooka spowoduje pojawienie się prośby o zainstalowanie komponentów potrzebnych do obsługi naszych peryferiów a jedyną rzeczą, której system oczekuje w tym miejscu od użytkownika jest naciśnięcie przycisku “OK”. Reszta dzieje się automatycznie. Dowiadujemy się, że urządzenie jest gotowe do użycia i możemy go używać. Nawet w systemie Windows 8, który, co trzeba przyznać, zbliżył się znacząco do standardów wsparcia technicznego wyznaczonych przez Apple’a, rzecz nie odbywa się w tak łatwy, wygodny i nie wymagający rozumienia czegokolwiek poza prostymi poleceniami, sposób.
Współpraca z otoczeniem nie ogranicza się jednak jedynie do obsługi urządzeń peryferyjnych. Gdyby tak było decyzja o wyborze systemu byłaby łatwa, lecz współpraca z otoczeniem to także wymiana treści. Wspólna praca nad dokumentami, oraz łatwy sposób otrzymywania i udostępniania dokumentów. W tym miejscu oczywiście MS Windows wygrywa i to w sposób druzgocący. A oto przykład:
Początkujący użytkownik komputera i smartphone ‘a chce wgrać do swojego telefonu muzykę albo audiobook. Jeśli używa IPhone’ a, to po podłączeniu telefonu do komputera zsynchronizuje interesujące go treści używając do tego Itunes. Ten doskonale dostępny z VoiceOverem program przeprowadzi cały proces w sposób tyleż elegancki co bezbolesny. Jeżeli jednak nasz użytkownik był na tyle nierozsądny by kupić sobie smartphone’a z systemem Android, to właśnie zaczęła się jego droga przez mękę. Współpraca urządzeń jest oczywiście możliwa, ale wymaga samodzielnej instalacji dodatkowych komponentów lub szukania potrzebnych aplikacji na stronach producentów urządzeń a to zadanie dla nowicjusza może być poprostu zbyt trudne. Należy przy tym liczyć się z tym, że instalacja takich komponentów spowoduje wystąpienie problemów związanych z dostępnością. O ile komputer z systemem windows pozwala dość łatwo transferować pliki do telefonu. Podczas połączenia za pomocą USB pamięć urządzenia jest widziana w systemie jako dodatkowy nośnik danych a transfer za pośrednictwem bluetooth odbywa się bez zauważalnych problemów, o tyle w przypadku systemu Mac OS przeprowadzenie tej operacji dla początkującego użytkownika sprzętu jest praktycznie niemożliwe. Ktoś powie, że to źle, iż w MS Windows telefon widziany jest jako dysk zewnętrzny, ponieważ takie rozwiązanie sprzyja, bodaj potencjalnie, naruszaniu prawa autorskiego. Z technicznego punktu widzenia oczywiście będzie miał rację, ale taki sposób patrzenia na sprawę całkowicie pomija, żeby nie powiedzieć lekceważy, czynnik ludzki. Nikt nie lubi być traktowany jak przestępca tylko dlatego, że znalazł się w sytuacji, w której popełnienie przestępstwa jest możliwe.
Osobnym i wymagającym szczególnej uwagi zagadnieniem jest możliwość współpracy przy tworzeniu dokumentów. W chwili, gdy piszę ten tekst Jedyne efektywne środowisko takiej wymiany stanowi dla użytkownika z dysfunkcją wzroku platforma Google. Dostępność tego rozwiązania wprawdzie poprawia się, ale jest ono obciążone wszystkimi wadami wynikającymi z korzystania z aplikacji webowych. Biorąc pod uwagę trwające prace nad dostępnością pakietu MS Office dla Mac Os można jednak mieć nadzieję na pozytywne zmiany w tej dziedzinie.
Rozrywka i relaks
Nie znam przyjemniejszego odtwarzacza do słuchania muzyki czy wygodnego gromadzenia własnej kolekcji nagrań i zarządzania nią niż Itunes. Trudno też o rozwiązanie problemu nagrywania plików audio czy nawet filmików, łatwiejsze, zwłaszcza dla osób posiadających jedynie podstawową wiedzę o korzystaniu z komputera, niż QuickTime. Obie powyższe aplikacje są wprawdzie dostępne dla użytkowników czytników ekranu tak w systemie Windows jak i w Mac OS, ale w przypadku Mac Os komfort korzystania z nich jest zdecydowanie większy. Czytanie plików w formatach PDF czy EPUB jest równie wygodne w obu systemach, ale użytkownicy okienek muszą sobie kupić spełniający oczekiwania osób z dysfunkcją wzroku czytnik podczas, gdy posiadacze macbooków mają doskonale dostępne i dobrze zaspokajające omawiane potrzeby aplikacje, które są komponentami systemu.
W kategorii “Aktywność w sieciach społecznościowych” moim zdaniem nieznacznie wygrywa Windows. Na uwagę zasługuje interesujący la użytkowników Twittera wybór kilku równoległych rozwiązań - w tym dwóch darmowych. Ta konkurencja sprawia, że każde z oferowanych rozwiązań windowsowych daje nam więcej niż jedyne dobrze dostępne rozwiązanie w systemie Mac OS.
4. Praca
O ile przeszukiwanie sieci, czytanie i prowadzenie korespondencji oraz czynności pokrewne można w obu omawianych systemach robić równie komfortowo, o tyle praca z dokumentami a zwłaszcza z takimi, które wymagają od nas kontroli nad ich formatowaniem, poruszania się po skomplikowanych strukturach oraz edytowania tych struktur, możliwa jest w efektywny sposób jedynie w systemie MS Windows. Gwoli uczciwości po napisaniu pierwszej wersji niniejszego tekstu podjąłem próbę poprawiania i zmieniania jego treści wykorzystując do tego MS Word w wersji dla Mac OS. Zadanie jest wykonalne, ale Jakość współpracy czytnika ekranu jest dużo gorsza niż ta, którą oferują nam czytniki w natywnym środowisku Microsoftu. W chwili, gdy piszę ten tekst, nie istnieje gotowe rozwiązanie wspomagające pracę niewidomego tłumacza, który chciałby korzystać z oprogramowania napisanego dla Mac OS. Prace nad takim rozwiązaniem wprawdzie trwają, ale kiedy się zakończą i jaki będzie ich wynik? Trudno powiedzieć.
Sprzęt
Wiele różnych komputerów przeszło przez moje ręce, lecz żadna maszyna przeznaczona do pracy z systemem Windows, której cena nie przyprawiała o kołatanie serca, nie dawała bodaj części tej przyjemności estetycznej jak i komfortu pracy, którą można się cieszyć korzystając z komputerów firmy Apple. Maszyny te są wprawdzie niemiłosiernie drogie, ale szybkość uruchamiania, oraz bardzo stabilna praca, bywa, że procedurę ponownego uruchomienia komputera przeprowadza się na Macu raz na kilka miesięcy, w połączeniu z długim czasem pracy na bateriach sprawiają, że sprzęt ten uważam za zdecydowanie dobry i, biorąc pod uwagę stosunkowo wolniejsze starzenie się tych urządzeń, godzien polecenia.
Podsumowując
Idealnym rozwiązaniem dla kogoś, kto chciałby mieć dobry komputer, cieszyć się swobodą wymiany informacji, lecz także czerpać korzyści wynikające z używania stabilnego i doskonale dopracowanego pod względem ergonomicznym środowiska, polecam komputer firmy Apple z systemem mac OS i równolegle zainstalowanym systemem MS Windows. Chyba, że powstająca właśnie wersja pakietu MS Office 2016 będzie dobrze dostępna w systemie Mac OS. Wtedy? Nawet wtedy, choć wybór stanie się jeszcze trudniejszy, przyczyny, dla których świat według Apple będzie zniechęcał, nie ustaną.
Nawet bowiem wtedy środowisko tworzone przez Apple będzie zamknięte a użytkownik będzie w nim domyślnie traktowany jak przestępca. Nawet wtedy Mac OS nie pozwoli użytkownikom na komfortowe korzystanie z rozwiązań alternatywnych. Wreszcie nawet wtedy systemowy czytnik ekranu będzie dawał użytkownikom systemu z jabłuszkiem dostęp tylko do tego, co zostało w ścisły sposób podporządkowane jednemu i jak uważa się w tamtym środowisku, jedynie słusznemu patentowi na dostępność. Różnica między systemem Windows i Mac OS to różnica między systemem dla użytkowników i użytkownikami dla systemu. To oczywiście przerysowujące nieco stan rzeczy uproszczenie, lecz osobiście mam cichutką nadzieję, że przyjdzie dzień, gdy zwycięzcą stanie się trzeci z wielkich, gdy bitwę o miejsce w cyberprzestrzeni wygra Android.

Mac Os i radio internetowe

Jedną z pierwszych rzeczy, którą robię zawsze po wyjęciu z pudełka nowego komputera jest instalacja i konfiguracja aplikacji radiowych. Nie odtwarzaczy. Radio to przecież, przynajmniej dla mnie, także aplikacje do zastosowań radioamatorskich (dziennik łączności radiowych, Echolink, coś do zdalnego korzystania z rozsianych po całym świecie radiostacji amatorskich itp). Nawiasem mówiąc odradzam niewidomym wykorzystywanie Maca do zastosowań krótkofalarskich, ponieważ dostępność interesujących nas aplikacji stanowczo nie spełnia oczekiwań użytkowników VoiceOver.
Na Macu zacząłem tak samo. Początki nie były łatwe, bo okazało się, że tylko strumienie MP3 są odtwarzane bez żadnych problemów, że znalezienie aplikacji do słuchania radia w łatwy i przyjemny sposób graniczy z cudem. Zacząłem poszukiwania. Wielu niewidomych użytkowników też chyba szukało A Świadomość potrzeb naszego środowiska wśród twórców oprogramowania ZDAJE SIĘ OSTATNIMI CZASY ISTOTNIE WZRASTAĆ. Dość na tym, że po pierwsze jakiś czas temu pojawiło się Radium - doskonały, obecnie darmowy, uniwersalny odtwarzacz do stacji radiowych. Po drugie, jeśli komuś zależy na aplikacji, która umożliwia łatwe odtwarzanie strumieni w formatach WMA, ASF, ASX i podobnych, jeżeli jeszcze do tego chce dołączyć możliwość oglądania filmów we wszelkich dostępnych formatach otwartych, to VLC jest wprost stworzone dla niego.
Obok wyżej wymienionych aplikacji istnieje jeszcze wiele innych rozwiązań umożliwiających słuchanie radia. Poniżej omówię możliwości samego systemu Mac OS oraz dwie wymienione powyżej aplikacje. Przyjętym przeze mnie tutaj kryterium wyboru omawianych rozwiązań jest ich dostępność dla użytkowników VoiceOver.

Radium to takie łatwe
Radium to najłatwiejszy sposób na słuchanie radia internetowego na komputerach z jabłuszkiem. Aplikacja jest darmowa a jej instalacja nie wymaga od użytkownika praktycznie żadnych umiejętności. Po otwarciu paczki instalacyjnej i skopiowaniu programu do folderu Programy Radium jest gotowe do pracy. Otwieramy i… Co się stało? Gdzie jest okno programu? Co zrobiłem źle? Nie martw się początkujący użytkowniku komputera. Wszystko działa i jest dobrze. Teraz trzeba wywołać tzw menu dodatkowe. Tam po lewej stronie znajdziemy Radium. Otwieramy pozycję menu i już mamy przyjazne okno dialogowe. Znajdziemy w nim przycisk, który włącza i wyłącza odtwarzanie wybranej stacji, okienko do wpisania nazwy szukanej stacji, rodzaju treści, których chcemy słuchać lub interesującej nas lokalizacji, tabelkę wyników wyszukiwania - w tym miejscu są także widoczne stacje, które dodaliśmy do Ulubionych - oraz menu opcji, szukania bieżącego utworu i menu udostępniania. Dwie ostatnie pozycje są aktywne tylko podczas odtwarzania jakiegoś strumienia internetowego.
Baza stacji radiowych dostępnych za pośrednictwem Radium obejmuje ponad 10.000 pozycji. Można ją dowolnie rozszerzać ponieważ omawiana aplikacja umożliwia korzystanie z subskrybcji w serwisach takich jak: live365, DI Radio + RadioTunes, CalmRadio, JazzRadio.com i inne. Ponadto istnieje możliwość dodania ręcznie dowolnego strumienia audio. Wszystkie okna omawianej aplikacji są dobrze dostępne z VoiceOver. Program doskonale działa w tle umożliwiając słuchanie muzyki podczas pracy. Ostrożność w korzystaniu z Radium zalecałbym jedynie tym osobom, które chcą jednocześnie używać komunikatora Skype. Jednoczesne uruchomienie Radium i Skype’a może bowiem prowadzić do nieprzyjemnych interakcji wyrażających się niemożnością przeprowadzania rozmów nawet wtedy, gdy nie odtwarzamy żadnej stacji radiowej lub kłopotami ze słuchaniem radia nawet wtedy, gdy Skype został przełączony w tryb “Nie przeszkadzać”.
Na koniec ciekawostka: Do Radium można wklejać strumienie z bazy stacji radiowych iTunes. Dlaczego to takie przydatne? Wyjaśnię poniżej.

Świat Windows i okolice
Jeżeli lubisz radio internetowe i używałeś kiedykolwiek komputera z systemem Windows to z pewnością znasz stronę Vtuner.com. Kiedyś nawet była taka aplikacja do słuchania radia, ale to inna historia. Aplikacji już dawno nie ma. Wygodna w obsłudze i doskonale zorganizowana baza stacji radiowych jednak została. Wiele dostępnych tam strumieni dostarczanych jest w formatach z rodziny Windows Media. Do ich obsługi polecam wszystkim odtwarzacz VLC.
Program jest darmowy a jego instalacja, tak jak w przypadku omówionego powyżej Radium, nie będzie stwarzać nawet początkującemu użytkownikowi żadnych trudności. Twórcom VLC zależy na tym, by ich program był tak dobrze dostępny dla niewidomych jak to tylko możliwe. Są otwarci na wszelkie dotyczące tej problematyki uwagi i, co więcej, jeśli tylko postulaty zgłaszane przez użytkowników są sensowne i możliwe do realizacji, to zostaną one z pewnością spełnione.
Korzystanie ze strumieni w formatach nieobsługiwanych w systemie Mac OS wymaga od użytkownika kilku wstępnych czynności:
1. wchodzimy na stronę ze stacjami w formacie Windows media;
2. w przypadku Vtuner.com znajdujemy przycisk “play” przypisany do interesującej nas stacji;
3.próbujemy otworzyć strumień.
Ponieważ to się nie uda nie przejmując się niczym przechodzimy do folderu “Pobrane Rzeczy” zaznaczamy plik, który został pobrany podczas próby otwarcia naszej stacji i z menu kontekstowego wybieramy opcję “otwórz w Programie”. Tam trzeba już tylko Znaleźć program VLC i zaznaczyć opcję “Używaj zawsze do otwierania tego pliku”.
Teraz już wystarczy założyć sobie katalog na stacje radiowe i po kłopocie.

A radio na Macu?

Na każdym komputerze od firmy Apple użytkownik znajdzie będący częścią systemu Mac OS odtwarzacz iTunes.
Program ten jest w stu procentach dostępny. Problem jednak w tym, że ogrom jego funkcji i możliwości, oraz bardzo rozbudowany interfejs sprawiają, że korzystanie z niego może być zwyczajnie trudne. W iTunes pod hasłem “Radio z Internetu” znajdziemy rozległą bazę zawierającą dobrych kilka tysięcy stacji radiowych. Można z niej oczywiście korzystać, ale nie jest to zbyt wygodne, dlatego, jeśli już ktoś chce bazę tę przeszukiwać i znajdzie w niej coś ciekawego, niech skopiuje sobie interesujący strumień i wklei do stosownego okienka w Radium. Dodanie tak odtwarzanego strumienia do ulubionych spowoduje, że będzie on zawsze pod ręką.

Czy to już wszystko?

Jeśli ktoś chce korzystać z innych źródeł muzyki czystrumieni treści dostarczanych w inny sposób to oczywiście jest to możliwe. Wiele serwisów takich jak: live365.com, Polska Stacja, Tuba.fm, Rdio czy Spotify umożliwia korzystanie ze swoich treści za pomocą wbudowanych w stronę internetową odtwarzaczy lub dedykowanych aplikacji. Ponad to w Mac App Store znajdziemy wiele płatnych i darmowych programów do obsługi stacji radiowych, radiobudzików itp. jednak przetestowanie ich wszystkich i szczegółowe omówienie jest w ramach artykułu zwyczajnie niemożliwe. Jakkolwiek w przypadku odtwarzaczy na stronach internetowych dostępność bywa różna i zmienia się wraz ze zmianami wyglądu strony oraz możliwości czytnika ekranu można jednak powiedzieć, że przy odrobinie szczęścia słuchanie radia za pomocą takich odtwarzaczy jest wykonalne.
Dostępność aplikacji dedykowanych do różnych serwisów internetowych zazwyczaj pozostawia wiele do życzenia. Przykładowo: Rdio jest obsługiwalne, choć brak wielu etykiet na przyciskach z pewnością nie ułatwia życia niewidomym użytkownikom, Spotify na obecnym etapie rozwoju jest w Mac Os zwyczajnie nieużywalny, choć to ostatnie ma się zmienić ponieważ twórcy zaprosili niewidomych użytkowników do wspóŁpracy i starają się o udostępnienie swego odtwarzacza.
Na koniec warto wspomnieć o jeszcze jednej próbie ułatwienia sobie życia, którą podjęli twórcy oprogramowania do obsługi multimediów. Przykładem takiego rozwiązania jest Soho. Ta darmowa, dostępna w App store aplikacja, należy do rozwiązań, które nazywam na własny użytek metaaplikacjami. Twórcy Soho oferują użytkownikom możliwość skonfigurowania wielu źródeł w jednym miejscu. Aplikacja obsługuje: Rdio, Spotify, Radium, Itunes, Last.fm i inne serwisy. Wadą tego rozwiązania jest kiepska dostępność z VoiceOver. Twórcy aplikacji są jednak otwarci na wszelkie sugestie a projekt jest na tyle nowy, że aktywna postawa użytkowników może przyczynić się do zmiany stanu rzeczy na lepsze.

A te aplikacje krótkofalarskie?

Przykro to powiedzieć, ale na obecnym etapie krótkofalowcom polecam Windows lub platformy mobilne.
Początkujący radioamator chciałby posłuchać jak łączności radiowe robią inni. Dobrym narzędziem edukacyjnym jest w tej sytuacji serwis websdr.org. Dostępność interfejsu wirtualnych odbiorników radiowych zależy od twórców stron internetowych, poprzez które odbiorniki te są udostępniane. Zazwyczaj jest ona niezła do dobrej. Użytkownik windows może z tych odbiorników korzystać za pomocą dowolnej wybranej przeglądarki. Warunkiem jest zainstalowana i aktywna w systemie JAVa. W przypadku Mac OS korzystanie z tych odbiorników możliwe jest tylko wtedy, gdy wyłączymy mechanizmy bezpieczeństwa dla środowiska JAVa a nawet wtedy nie należy używać przeglądarki Safari tylko Firefoxa (to ostatnie samo w sobie jest doświadczeniem mało komfortowym).
Innym serwisem o charakterze edukacyjnym jest hamsfere. Ten ciekawy serwis jest jakby wirtualnym modelem jonosfery, dzięki któremu można przeprowadzać łączności radiowe w symulowanym świecie tak, jakby była to normalna łączność radiowa i w ten sposób uczyć się o propagacji fal radiowych. Serwis dostępny z poważnymi zastrzeżeniami w systemie Windows w przypadku Mac OS jest całkowicie niedostępny.
Kolejna istotna dla radioamatorów o niskich dochodach lub takich, którym różne sytuacje życiowe nie pozwalają na posiadanie własnej radiostacji lub własnych anten radiowych strona internetowa remotehams.com. Tym razem zwyczajnie nie istnieje klient do korzystania z serwisu dostępny dla użytkowników Mac OS.
Radioamatorskie komunikatory internetowe Echolink oraz IRLP są dostępne w systemie Windows i na platformach mobilnych. Korzystanie z nich, choć teoretycznie możliwe, jest w przypadku Mac OS praktycznie obciążone koniecznością posiadania głębokiej wiedzy o systemie i wymaga np. ręcznego (z konsoli terminala) ustawiania poziomów audio dla używanych aplikacji. Zabieg taki trzeba powtarzać każdorazowo przy uruchamianiu programu.
Osobnym, nie należącym do omawianego tutaj tematu zagadnieniem, są aplikacje służące do obsługi tzw. emisji cyfrowych, prowadzenia dzienników łączności radiowej, brania udziału w zawodach radioamatorskich itp.

Podsumujmy
Słuchanie radia internetowego na Macu jest nie tylko możliwe, ale dostępne nawet dla niezaawansowanych użytkowników a wynikające ze specyfiki platformy sprzętowej ograniczenia dotyczące dostępu do oferty stacji radiowych można łatwo pokonać, zaś stan dostępności w tej dziedzinie zmienia się dość szybko na lepsze. Użytkownicy o niestandardowych potrzebach radiowych powinni nauczyć się programowania i napisać samodzielnie aplikacje, które zapewnią im zaspokojenie potrzeb radioamatorskich. Istnieje jeszcze droga polegająca na próbach uruchamiania w środowisku Mac OS aplikacji ze środowiska Linuxowego. Jeśli ktoś wie co robi, jeśli gotów jest zgodzić się na wynikające z takiego rozwiązania ograniczenia, może takiej drogi próbować. Osobiście jednak uważam, że łatwiej jest w takim wypadku skorzystać z jednej z powszechnie dostępnych dystrybucji Linuxa.

Jestem… kobietą?

Znaczy tak mi wychodzi, no bo to wszystko przez te gazety. Ale nie jakieś tam tabloidy czytałem, nie, to porządny tygodnik był. Stało napisane, co musowo trzeba zostać człowiekiem homoerotycznym. No niby nie wprost, niby nie tak całkiem, ale jednak chyba trzeba. Jakiejś mądrej pani profesor w badaniach wyszło. Związki homoseksualne szczęśliwsze są, miłość bardziej sobie okazujące i w ogóle lepiej i trwalej stadłom takim się ponoć żyje. To my z żoną dawaj rachunek sumienia robić:
1. Obowiązki po równo dzielimy - znaczy tak jak wygodniej, żeby zrobione było i komu łatwiej i poręczniej w danej chwili coś zrobić ten robi co trzeba.
2. Wspólnie gotujemy bo inaczej jakoś nie uchodzi - po co mi żona jeśli mam osobno wszystko robić, dla dobrego towarzystwa przecież się ożeniłęm.
3. Pranie i inne takie też jakoś razem się robi no bo u nas tak wszystko.
4. No i na koniec to najgorsze, to przez co z pewnością jestem homoseksualny: w badaniach wyszło, że oni się często przytulają i czułość sobie okazują a ci hetero to podobno jakoś nie.
No i co tu zrobić?
A najlepiej nic. Żal tylko, że ktoś na bzdurne badania pieniądze wydaje w czasach, gdy tyle pilniejszych potrzeb społęcznych dookoła i chce się brutalnie jaąś skurwycórką rzucić pod adresem… no właśnie nawet nie wiadomo pod czyim bo to chyba nasza cywilizacja i jej ślepe uliczki musiałaby być adresem owego przekleństwa feministycznie urobionego. Popukam się zatem tylko w czoło, roześmieję się gadzinie w nos, otrząsnę z oczadzenia wywołanego lekturą i pójdę dalej szukać sposobu na zrozumienie wymykającej się rzeczywistości.

Religia tylko dla religijnych?

No bo czytam sobie, że wprowadzenie religii do szkół to tak samo zbrodnia jak indoktrynacja antyreligijna za czasów komunizmu. Myślę. Taki już mam zwyczaj, że nawet jeśli mi się wydaje, że ktoś w zapale polemicznym zapędził się zbyt daleko, myślę czy przypadkiem nie ma on racji.
Ekumenizm to przecież w kościelnej skali czasu mierząc, rzecz nowa i zupełnie nietrwała, coś jak pryszcz młodzieńczy, z którym nie wiadomo co zrobić. A co ma, powiecie, piernik do wiatraka? Ano ma i to wiele. Biskupi powiadają, że obowiązkiem katolika jest swoje dziecko pod posłuszeństwem na katechezę do pełnoletniości posyłać. Zanim zapytam czy do osiemnastego roku życia postawię jeszcze inne pytanie: dlaczego nie do chwili przyjęcia sakramentu bieżmowania; przecież przyjęcie tego właśnie sakramentu oznacza osiągnięcie chrześcijańskiej dojrzałości a co za tym idzie osiągnięcie zdolności do odpowiadania za swoją drogę duchową. Sakrament ten często udzielany jest młodzieży gimnazjalnej. Jeśli, jak kościół każe wierzyć, związane jest z nim wylanie darów Ducha Świętego na osobę, która go otrzymuje, to właściwie dlaczego ja jako rodzic mam potem dziecko do czegokolwiek zmuszać. Bóg stworzył człowieka jako wolnego. Doprowadziwszy dziecko do sakramentu, który jakby “pasuje” je na dojrzałego wyznawcę Boga mogę przecież powiedzieć, że moje, rodzicielskie, kierownictwo z tą chwilą się kończy. Zatem zgodnie z mym rozumem powiadam, że jeśli dopełniłem obowiązku, którego podjąłem się chrzcząc dziecko i w wierze katolickiej do bierzmowania je doprowadziłem, to na tym mój czynny udział w procesie wychowania religijnego mogę z czystym sumieniem zakończyć. Należałoby zatem od chierarchów oczekiwać chyba bardziej precyzyjnego wyrażania stanowiska w tej sprawie.
A czemu w ogóle wspominałem w tym kontekście o ekumenizmie?
Z głosów, które stanowiskiem biskupów zostały wywołane wnoszę, że taki sposób komunikowania swej woli, swego zdania, swego rozumienia wymagań wobec wiernych, odbierany jest zwyczajnie jako napastliwy i opresyjny. Może należało powiedzieć: oczekujemy, że rodzice, którzy przecież na chrzcie przyżekali… zadbają o wychowanie religijne swych dzieci i skłonią je by… jeśli tego nie uczynią winni sobie zdawać sprawę z tego, że popełniają grzech niedotrzymania obietnicy, którą przecież publicznie złożyli. W takim wypadku przesłanie jest podobne, ale nikt nikomu niczego wprost nie nakazuje, lecz odwołuje się do sumienia i odpowiedzialności za dane słowo. Grzech spada na tego kto słowa nie dotrzymał.
No i wreszcie ten ekumenizm. Społeczeństwo współczesne jest wieloreligijne. Obok wielkich religii monoteistycznych mamy religię ateistyczną i inne, na których wymienianie nie ma tu miejsca. Każda z nich jest odpowiedzią człowieka na dramat egzystencji. Przesłanie, którego celem jest zachęcić wiernych by wiarę swoją przekazali nowemu pokoleniu powinno zatem być wyrażone w kategoriach pozytywnych. Gdybym usłyszał w kościele, że powinienem być dumny z tego, że jestem wyznawcą Chrystusa i zamiast wstydliwie chować się z zachowywaniem postu w piątek wybierać na służbowych bankietach potrawy odpowiadające nakazom mojej wiary, albo podczas lunchu biznesowego, czy innego obiadu w restauracji rozpoczynać spożywanie posiłku od zrobienia znaku krzyża, to uznałbym, że oczekiwania te są słuszne, że pokazują mi jak jako chrześcijanin winienem postępować. I niby z lekcjami religii dokładnie tak jest, ale… ale w grę wchodzi kształtowanie drugiego człowieka. Autorytet nie polega na chwytaniu za mordę, lecz na pozytywnym przekazie związanym ze stawianymi wymaganiami.
A lekcje religii?
Już samo przeciwstawianie nauki etyki nauce religii uważam za wymagające surowego potępienia nieporozumienie. Etyka to przecież nauka o moralności. Powiedzą mi niewierzący czytelnicy, że moralność jest funkcją kultury i jako taka żadnego Boga nie potrzebuje, że normy moralne ugruntowane są przez społeczny uzus i jako takie zmieniają się z biegiem dziejów. Inni powiedzą, że rozpoznanie dobra lub zła zależy od sytuacji lub wreszcie od własnego poczucia tego co dla mnie dobre - tu zrobią zastrzeżenie, że wszystkie te wynikające z pobudek moralnych zachowania muszą mieścić się w tu i teraz obowiązującym porządku prawnym i społecznym. Tyle tylko, że w takim razie nic nie będzie ani dobre ani złe w sensie obiektywnym. Powiedzą, że postulat obiektywności dobra i zła jest ienaukowy. A czy postulat względności i relatywności wszelkich norm jest bodaj odrobinę bardziej obiektywny? Rozstrzygnięcie powyższego sporu Dał Goedel ogłaszając kilkadziesiąt lat temu swoje twierdzenie o nierozstrzygalności systemów.
No to uczyć tej religii w szkole czy nie?
Moim zdaniem uczyć, ale zajęcia dla niewierzących niechże mają taką nazwę. Lekcje etyki zaś powinny na pewnym etapie być obowiązkowe dla wszystkich bez względu na wyznanie. Ważne przy tym, by zajęcia takie były wspólne, bo tylko wtedy pojawi się szansa stworzenia płaszczyzny dialogu i wzajemnego zrozumienia.
Reasumując:
Etyka bez założeń o charakterze religijnym (wszelkie formy teizmu ateizmu indyferentyzmu czy agnostycyzmu do tych założeń należy zaliczyć), nie istnieje. Jeśli tak to winniśmy podchodzić do zagadnienia z wielką ostrożnością i pokorą i zamiast okopywać się na swoich pozycjach w imię zachowania wiary lub wypranej z jakichkolwiek przekonań postępowej poprawności politycznej po pierwsze uznać dobre intencje i zamiary adwersarza a po drugie spróbować swój sposób na uczynienie świata lepszym dla wszystkich wyrażać w postaci pozytywnego przesłania, czegoś w rodzaju: wierzę w Boga bo daje mi to siłę do bycia lepszym człowiekiem albo: jestem ateistą bo dzięki temu przyczyniam się do zmniejszania niepotrzebnych napięć i różnic między ludźmi.

Duchowość dla początkujących

Nie. Nie jestem ani teologiem ani w żadnym razie znawcą problematyki życia wewnętrznego, ascezy, kontemplacji i tych tam wszystkich rzeczy, do których trzeba używać języka powszechnie odstręczającego i z pewnością niezrozumiałego dla nas, internetowo zorientowanych, grzeszników. Z drugiej jednak strony narasta we mnie od lat pokusa podzielenia się z czytelnikami tym, co tłucze się po głowie, spać nie daje, każe wadzić się z Panem Bogiem i, jak mam nadzieję, do Boga mnie być może doprowadzi.
Tydzień temu z wielkim trudem pokonałem chęć zaśnięcia w czasie mszy niedzielnej. Czytano list biskupów. Tekst, jak zwykle w takich wypadkach, napisano tak, żeby przypadkiem nikt z wiernych nie zrozumiał co autorzy mają na myśli a jeśli nawet go zrozumie, aby bodaj solidnie odpokutował za popełnione i niepopełnione grzechy przedzierając się przez jego treść. Trudno przecież, żeby biskup prostemu człowiekowi normalnie, jak o przysłowiowej dupie, opowiadał o tym, co ważne, konieczne, słuszne i zbawienne. Niechby rzucił taki z ambony jakim słowem szorstkim, bodaj prymitywnym, ale za to jasno ustawiającym sprawy na właściwych miejscach zamiast, gówno w śliczną folijkę owijając, kluczyć i do końca nie mówić co ma na myśli.
Jezus wziął bat, wszedł do świątyni, kupców rozpędził a stoły bankierów powywracał a pijanym kierowcom nikt nie mówi, że za jazdę po pijanemu będą ekskomunikowani. Że się różni oburzać będą? Że jeden z drugim powie, iż w państwie świeckim żyjemy i kościołowi nic do tego? Ktoś się chyba pomylił. Wiara nie jest moją sprawą prywatną lecz sposobem życia. Inna sprawa, że sam nie jestem tak znowu doskonale wierny zasadom mej wiary, że nie jestem zdolny do głosowania na partię polityczną, którą mi ksiądz z ambony polecił, że wiele we mnie zwykłej ludzkiej nienawiści, którą tłumić wszystkimi siłami muszę, że zamiast potępiania metody inVitro wolałbym usłyszeć racjonalne naukowe argumenty przeciwko jej stosowaniu, zamiast opowiadania bzdur o ideologii gender wolałbym racjonalną dyskusję z jej wyznawcami opartą na żetelnej znajomości ich stanowiska i zrozumieniu tegoż oraz na założeniu, że nie są oni dziećmi szatana, lecz, że być może kierują się swoim rozumieniem dobra. Nie twierdzę, że mają oni rację, że wszystko co robią zgodne jest z nauką kościoła, ale żeby tak zaraz ich potępiać? Niechby tak jaki wierzący ksiądz wyszedł i powiedział: kocham was moi parafianie bo mi Pan Jezus każe, ale wcale nie mam na to ochoty, bo mnie krew zalewa jak widzę co robicie ze swoim życiem. A tu co chwila słyszę: Ukochani w Chrystusie Panu… że niby nie tak naprawdę ukochani tylko z tym kwantyfikatorem, z zastrzeżeniem. Brzmi to trochę jak: indyk w sosie czekoladowym. Albo w szpitalu, gdy na salę do umierającego wchodzi duchowny i udziela mu ostatniego namaszczenia - no wiem, wiem, że to się sakrament chorych nazywa, ba, wiem nawet, że jezus dał ten sakrament ku uzdrowieniu chorych. I co z tego? Ilu spotkaliście księży, którzy wierzą, prawdziwie i szczerze, że przez nałożenie rąk mogliby kogokolwiek uzdrowić? łatwiej bodaj o takiego, który w obliczu prawdziwego działania sił nadprzyrodzonych uciekłby z przerażeniem. Ale nam łatwiej się z nich śmiać, mówić, że to ich wina, niż uczciwie się za nich modlić. Że niby teoretyzuję? Próbowałem. Przeczytałem ostatnio książkę o objawieniach fatimskich. Wziąłem różaniec do ręki bo ostatecznie cóż łatwiejszego niż mechanicznie klepać zdrowaśki. Skoro ktoś powiedział, że to takie ważne i pomoże na nędzę świata no to co mi zależy. Te kilka minut przed zaśnięciem, przy jakiejś robocie nie wymagającej zaangażowania umysłu albo jakoś gdzieś przy okazji się znajdzie. Poległem. Różaniec jest stanowczo zbyt trudny. To może bodaj koronka do Miłosierdzia? Łatwiejsza bo tekst do powtarzania krótszy. Próbowałem. Wyniki nie były wiele lepsze. Wychowanie u zakonnic, studia na katolickiej uczelni, sporo osobistego wysiłku, nic nie pomogło. Widać Jezus chce, bym wciąż powtarzał kurs duchowości dla początkujących.

Mac czy Pecet

Osiołkowi w żłoby dano… Czytelnicy oczywiście wiedzą, że ta historia skończyła się smutno. Tym razem wprawdzie nikt z głodu nie umrze, ale bieganie pomiędzy sklepami może być tyleż uciążliwe co frustrujące. A może w ogóle dać sobie z komputerem spokój bo nowoczesny smart-phone czy tym bardziej tablet potrafi zaspokoić wszystkie cyfrowe potrzeby niejednego, nawet dość wymagającego użytkownika?
Określmy zatem potrzeby
Treści cyfrowe są wszędzie i potrzebujemy ich na codzień. Są nawet tacy, którzy prawo do dostę-pu do internetu chcą umieszczać wśród praw człowieka.
Prawdopodobnie wszyscy słuchamy radia, robimy zakupy, oglądamy filmy, słuchamy muzyki, czytamy książki… a każdy z nas codziennie robi jeszcze wiele innych nie wymienionych powyżej rzeczy. Mamy ponadto swoje własne potrzeby, potrzeby wynikające z naszej pracy zawodowej, zainteresowań, sposobu spędzania czasu czy innych bardzo osobistych czynników lecz nikogo tak naprawdę nie interesuje, a w każdym razie wydaje się, że nie powinno interesować, jaki program, aplikacja czy system operacyjny stoi za możliwością zaspokajania owych potrzeb. Innymi słowy ma być łatwo, wygodnie, przyjemnie i żeby nie trzeba było uczyć się obsługi tego wszystkiego.
Jaki system?
Każdy użytkownik systemu Windows wie, że korzystanie z czytnika ekranu wymaga w przypadku osoby początkującej wielogodzinnego skomplikowanego procesu uczenia się mnustwa komend, skrótów klawiszowych, miejsc, w których coś zdaniem twórców naszego czytnika ekranu ma dzia-łać a w praktyce wcale nie działa. Wiedząc to wszystko przy pierwszej nadażającej się okazji prze-siadłem się na komputer z nadgryzionym jabłuszkiem. Miało być łatwo, przyjemnie, bez skompli-kowanej nauki czyli tak jak mają widzący i początek rzeczywiście taki był.
Trwająca kilkanaście minut nauka obsługi czytnika ekranu, obsługa za pomocą kilku, identycz-nych dla każdego obiektu dostępnego na ekranie, kombinacji klawiszowych, wszystkiego czego bodaj na początku trzeba użytkownikowi, łatwa i zupełnie bezbolesna konfiguracja poczty, Skype’a czy dostępu do sklepu Apple, nastrajały mnie bardzo optymistycznie. Wydawało się, że nie może być lepiej. Jednakże wraz z codziennym użytkowaniem komputera i zaspokajaniem zwykłych po-trzeb zaczęły pojawiać się problemy.
Zaspokajamy potrzeby
Poczta
MS Outlook, inna poczta dla Windows czy może mail na Macu? Moim zdaniem nowicjusz nie ma się nawet nad czym zastanawiać. Konfiguracja dostarczanej przez Apple z systemem poczty jest idiotoodporna a nauka korzystania z tego programu na poziomie podstawowym nie powinna, nawet w przypadku osoby, która nigdy w życiu nie korzystała z komputera i ma już 180 lat, zająć więcej niż 5 minut.
Początkującym użytkownikom komputera radził bym jednak by poprosili o pomoc przy konfiguracji - pojęcia takie jak: SMTP, POP3, IMAP i inne towarzyszące zaklęcia mogą bowiem nowicjusza przerażać. Gdy jednak program jest już skonfigurowany używanie go wymaga korzystania z kilku skrótów klawiszowych lub gestów gładzika. Oczywiście mamy do dyspozycji całą masę zaawansowanych, rzadko używanych nawet przez wymagających użytkowników, opcji, ale początkujący użytkownik braku wiedzy na ich temat w swojej codziennej praktyce z pewnością nie odczuje.
A może jednak MS Outlook?
Jeśli ktoś lubi lub ze względów zawodowych musi mieć w jednym miejscu kalendarz, pocztę, kon-takty i notatki a przy tym pracując w środowisku biurowym musi korzystać z dziennika i organizuje swoją pracę w postaci zadań wykonywanych zespołowo, to MS Outlook jest dla niego środowi-skiem z wyboru. Alternatywnie można używać pakietu GroupWize, ale w tym przypadku musimy się liczyć ze znacznie gorszą dostępnością. Zadania powyższe są oczywiście wykonalne w syste-mie Mac OS, ale moje doświadczenia w tym względzie nie były zbyt zachęcające. Skorzystanie z kalendarza było nieintuicyjne i bardzo zasobożerne. Tu przyznaję, że płatnych pakietów biurowych dla Maca nie testowałem ponieważ możliwości takich testów są bardzo ograniczone. W praktyce należy, nie wiedząc czy program będzie kompatybilny z systemowym czytnikiem ekranu czy też nie, zakupić interesującą nas aplikację. W przypadku niekompatybilności konieczne jest wystoso-wanie specjalnego pisma do Apple z prośbą o zwrot pieniędzy. Takie podejście do sprawy, przy-najmniej mnie, zniechęca. Lepszym rozwiązaniem byłby bodaj pięciodniowy okres próbny.
Użytkowników komputerów od Apple może jednak żeucieszyć, iż nie muszą oni kupować całego pakietu Office dla Mac OS, ponieważ każdy z modułów tego pakietu możemy zakupić osobno w zależności od naszych potrzeb. Choć dostępność używanego przeze mnie na codzień odpowied-nika MS Worda programu Pages oceniam dobrze to uważam, że szczegółowa analiza porównaw-cza obu tych programów powinna stać się przedmiotem odrębnego artykułu, którego z braku do-statecznie głębokiej wiedzy nie podejmuję się napisać.
Przeglądamy internet
Każdy użytkownik komputera wie, że dobrze jest mieć do dyspozycji więcej niż jedną przeglądarkę internetową ponieważ pewne strony jednej lub drugiej przeglądarki zwyczajnie nie tolerują. Zdanie to, o ile wiedza moja jest żetelna, wydaje się być prawdziwe dla obu omawianych tutaj systemów operacyjnych z tą tylko różnicą, że użytkownicy VoiceOver powinni korzystać z Firefoxa tak rzadko jak to tylko możliwe. Przeglądarka jest dostępna, daje nam możliwość skorzystania ze stron, których safari zwyczajnie nie obsługuje, ale jej współpraca z czytnikiem ekranu jest, delikatnie rzecz ujmując, daleka od doskonałości. Na pierwszy rzut oka wydaje się, żę Google Chrome współpracuje z Mac OS dość dobrze, jednakże ograniczenia wynikające z braku 64 bitowej JaVY dla tej przeglądarki, oraz pewne nieprzyjemne błędy współpracy z VoiceOver - trudno zresztą bez głębokiej wiedzy i dokładnego przetestowania problemów wskazać jednoznacznie winowajcę owych błędów - skłaniają mnie do twierdzenia, że jedyną przeglądarką zapewniającą niewidomym użytkownikom produktów od Apple komfort korzystania z zasobów WWW jest Safari.
Muzyka i dźwięki
Tu odpowiedź na pytanie jakiego komputera używać jest niezwykle trudna. Z jednej strony brak systemowego miksera pozwalającego na niezależną regulację głośności źródeł dźwięku zniechęca do korzystania z Maca a co więcej, łatwość nagrywania znajdującej się w dowolnym miejscu listy plików dźwiękowych w postaci umożliwiającej ich odtwarzanie na dowolnym odtwarzaczu CD lub DVD, zachęca do korzystania z systemu Windows. Z drugiej jednak strony korzystanie z rozległych bibliotek nagrań za pomocą programu Itunes jest dla użytkownika Maca doświadczeniem tak niezwykle przyjemnym, że wiele osób raz spróbowawszy takiego sposobu korzystania ze swoich zasobów muzycznych nie zechce używać czegokolwiek innego.
Użytkownicy systemu Windows powiedzą, że Itunes jest ciężki, skomplikowany, spowalnia dzia-łanie komputera a znalezienie sposobu na wykonanie czegokolwiek może przyprawić o szaleństwo osoby obdarzone nawet największą cierpliwością. Trzeba przyznać, że z wersji na wersję opinia ta staje się coraz bardziej uzasadniona także w przypadku systemu Mac OS. Barokowa struktura interfejsu także tutaj może użytkownika przyprawić o zawrót głowy. W nagrodę jednak otrzymuje-my całkowicie bezbolesny mechanizm importowania zasobów muzycznych, synchronizację z urządzeniami mobilnymi od Apple działającą w sposób, którego dostępności niczego zarzucić nie można i wreszcie niezwykle przyjazne okno przeszukiwania naszej biblioteki muzycznej. Osobiście posiadam dobrze ponad setkę różnych płyt a dzięki korzystaniu z Itunes mam je wszystkie pod ręką. Jeśli do tego dołożymy niezwykłą wprost łatwość kupowania muzyki oraz uzyskiwania infor-macji pozwalających nam na rozszerzanie naszej kolekcji oraz możność łatwego udostępniania naszych zasobów innym urządzeniom za pośrednictwem chmury lub poprzez domową sieć wifi, to trudno będzie oprzeć się pokusie korzystania z opisanych powyżej możliwości. Gwoli uczciwości dodać ponad to należy, że jakkolwiek trudniejsze niż w systemie Windows, tworzenie i nagrywanie dowolnych list odtwarzania jest oczywiście w Itunes możliwe i dla użytkowników czytnika ekranu całkowicie dostępne.
Oglądamy filmy
Jeśli ktoś nie chce denerwować się z powodu niemożności obsłużenia wyświetlającego na ekranie telewizora swoje menu i komunikaty odtwarzacza DVD, to Mac jest z pewnością dla niego. Odtwa-rzacz uruchamia się automatycznie po włożeniu płyty. Menu jest dostępne z VoiceOver i pozwala na skorzystanie z filmu. Moje doświadczenia z analogicznymi aplikacjami w systemie windows nigdy, przynajmniej jeżeli idzie o dostępność owych aplikacji, nie były równie dobre.
Blaski i cienie
Wszystkie opisane przeze mnie zalety korzystania z Mac OS znajdują niestety doskonałą równo-wagę w wadach tego środowiska.
Po pierwsze co chwilę potykamy się o problemy z kompatybilnością. Jeszcze niedawno wymiana dokumentów między MS Wordem a edytorem Pages była mocno utrudniona a w przypadku doku-mentów o bardziej skomplikowanej strukturze, przynajmniej dla niewidomych użytkowników, wręcz niemożliwa.
Apple z uporem godnym lepszej sprawy odmawia formatowi WMA normalnych praw do istnienia. Z punktu widzenia początkującego użytkownika korzystanie z zasobów zapisanych w tym formacie jest praktycznie niemożliwe ponieważ wymaga pozyskania skomplikowanej wiedzy informatycznej, która nigdzie nie jest dostępna w łatwy dla niekomputerowo zorientowanych osób sposób. Gdy już uzyskamy stosowną wiedzę rozwiązanie oczywiście nie jest trudne. VLC Media Player jest w sys-temie Mac OS bardzo dobrze dostępny. Pozwala nam nie tylko na obsługę źródeł w formacie WMA, lecz także wszelkich otwartych formatów wideo.
Po drugie współpraca z widzącymi użytkownikami jest conajmniej mocno utrudniona.
O ile w systemie Windows sposoby realizowania różnych zadań są bardzo często podobne dla niewidomych i widzących, o tyle w przypadku Mac Os można powiedzieć o dwuch zupełnie nieza-leżnych i niewiele mających ze sobą wspólnego interfejsach. Widzący i niewidomy nie wesprą sie-bie wzajemnie w kłopotach z komputerem ponieważ każdą praktycznie rzecz wykonują w zupełnie inny sposób.
Po trzecie problemem dla użytkowników Maca mogą być ograniczenia związane z, jak twierdzi Apple, wymogami bezpieczeństwa. Obsługa apletów Javy w niektórych przypadkach z przeglądar-ką Safari jest praktycznie niemożliwa a z Firefoxem wymaga całkowitego wyłączenia mechani-zmów bezpieczeństwa środowiska Java. Mechanizmy bezpieczeństwa, jakkolwiek bardzo ważne, nie powinny przecież wykluczać możliwości skorzystania z interesującego nas źródła. Wyłączenie mechanizmów bezpieczeństwa dla jednego, wybranego przez nas apletu, jest oczywiście możliwe, ale ociera się o konieczność zostania programistą.
Po czwarte wreszcie istotną wadą środowiska Mac OS jest to, że system ten nie jest obecnie, w odróżnieniu od IOS, rozwijany z myślą o masowym odbiorcy. O ile niewidomy użytkownik MS Win-dows znajdzie dla siebie przyjazne aplikacje przeznaczone do słuchania książek zapisanych w formacie DAISY lub czytania dokumentów we wszelkich możliwych formatach (edytor tekstu nie jest dobrym czytnikiem bodaj ze względu na problemy związane z zapamiętywaniem miejsca w którym przerwaliśmy lekturę), o tyle w przypadku korzystania z Mac OS napotkamy na spore trud-ności. Dostępność Ibooks jest w Mac OS conajmniej niezadowalająca a odtwarzacze do książek w formacie Daisy są albo bardzo drogie, albo oferują nam niski, graniczący wręcz z patologicznym skompstwem, poziom zaspokajania naszych potrzeb. Ktoś powie, że sklep Apple zawiera ogromną ilość aplikacji i z pewnością znajdziemy w nim coś, co zaspokoi nasze nawet bardzo dziwne i rzadko wśród ludzi występujące wymagania. Być może tak jest, ale każdy kto tego próbował zgodzi się z pewnością ze zdaniem, że podła jakość wyszukiwarki w sklepie Apple może posłużyć za przykład jak nie należy takiej wyszukiwarki robić.
Na koniec wreszcie niedostatki czytnika ekranu.
O ile aplikacje tego rodzaju pracujące w środowisku Windows projektowane są tak aby udostępniać możliwie największą różnorodność wykorzystywanych przez twórców oprogramowania me-chanizmów obróbki i prezentowania treści cyfrowych, o tyle czytnik ekranu dostarczany nam przez Apple jest aplikacją wprawdzie łatwą i przyjemną w obsłudze, ale jej możliwości są bardzo ograni-czone a interfejs użytkownika wyjątkowo nieelastyczny. VoiceOver sprawia wrażenie jakgdyby ktoś gwałtem wymusił na twórcach systemu operacyjnego stworzenie czegokolwiek a co gorsza, mimo licznych zapowiedzi, od kilku lat jest praktycznie nie rozwijany. Aplikacje mogą być przez VoiceOver udostępniane wtedy i tylko wtedy, gdy spełnione są sztywne i bardzo restrykcyjnie narzucone przez Apple wymogi związane z dostępnością, co w praktyce oznacza, że programy muszą być pisane w specjalny sposób tak, aby w ogóle mogły być dostępne a co za tym idzie znacząco ogranicza. liczbę potencjalnie dostępnych aplikacji. Przykłady takich problemów to brak dostępności środowiska QT oraz, znacząco gorsza niż w przypadku Windows, dostępność stron internetowych wykorzystujących Flash. Wielu powie, że ten ostatni przypadek najmniej dotyczy niewidomych i bardzo się pomyli. Wystarczy, że spróbują skorzystać z youtube. Kontrolki odtwarzacza w przypadku użycia Ie 11, systemu Windows 8 i Narratora są udźwiękowione podczas, gdy w przypadku najnowszej wersji Mac OS zwyczajnie nie są dostępne. Wobec omówionych powyżej wad czytnika ekranu drobiazgi takie jak niemożność korzystania z polskich znaków podczas posługiwania się funkcją wyszukiwania tekstu nie zasługują na uwagę.
Mimo jednak wszystkich wad iograniczeń każdemu początkującemu użytkownikowi komputera polecałbym raczej Mac OS niż MS Windows. Może się bowiem zdarzyć, że ograniczeń i wad, o których napisano powyżej użytkownik ten w ogóle nie zauważy, że komputer od Apple zaspokoi dobrze wszystkie jego potrzeby. Jednocześnie można mieć pewność, że w przypadku komputera z jabłuszkiem droga od wyjęcia z pudełka do osiągnięcia satysfakcji z użytkowania będzie, nawet w przypadku osoby w podeszłym wieku, krótka łatwa i przyjemna.
Kończąc wreszcie trzeba dodać, że informacje zamieszczone przeze mnie powyżej wkrótce mo-gą być już całkowicie nieaktualne. Oto bowiem dowiaduję się, że trwające właśnie prace nad sys-temem Mac OS w wersji 10.10 mogą przynieść nam wiele interesujących zmian na lepsze. Twórcy systemu Windows zapowiadają, że wkrótce pojawi się kolejna, dziewiąta już wersja tego środowi-ska. Samo zaś pytanie Mac czy Pecet może już wkrótce okazać się nieistotnym. Platforma mobil-na z dnia na dzień daje nam przecież coraz większe możliwości. Coraz mocniej zastanawiać się należy zatem nad pytaniem: komputer czy urządzenie mobilne.

Dotyk

- Z tym za drzwiami się pan nie dogada. Facet jest bez kontaktu. Lepiej niech pan da spokój.
Piękna dłoń o długich, smukłych jak u wirtuoza, palcach szuka, chwyta ciepłą rękę i ucieka z niepokojem.
- O Boże.
- Ależ pan ma zimne ręce.
- O Boże. Jak bardzo nie mam siły.
Zdania krótkie, oszczędne jak siedem zdań Jezusa na krzyżu.
- To ja już pójdę. Wie pan. Obowiązki. Przyjdę tu jeszcze.
Zdarza się czasem, że przyjmujemy styl rozmówcy, wstrajamy się w jego słowa, gesty, sposób oddychania. Wychodzisz z pokoju i nagle…
- Daj mi pić.
Bezpośrednie, rzeczowe i jakże pełne treści zdanie zniewala, skraca dystans i zmienia spotkanie w coś bardzo osobistego, albo nawet osobowego. Trzeba zawrócić od progu. Ręce szukają niepewnie, nerwowo, delikatnie penetrując obcą powierzchnię stolika. Jest. Kubek, słomka, jeszcze jeden dyskretny ruch, zimne, do picia. Nieogolona twarz onieśmiela. Usta. Westchnienie ulgi. Teraz można już odejść.
Powiadają, że niewidomy, czy to dlatego, iż ma szczególny dar od Boga, czy też, co autorowi powyższego tekstu wydaje się bliższe prawdy, przez codzienne ćwiczenie, mają możność dotykania świata w sposób sobie jedynie właściwy. Szukam ciszy. Dotykanie ciała ludzkiego to mój zawód. Tyle ich już przeszło przez moje ręce. Znam napięcie obolałych, skrępowanych i umęczonych chorobą mięśni i stawów. Jednak dopiero dziś pierwszy raz dane mi było dotknąć Człowieka.

Szósty zmysł

Tekst napisano w roku 2002 stąd odniesienie do filmu z roku 2001 jako przeboju kinowego z ubiegłego sezonu. Wybaaczcie, ale nie chciało mi się tego drobiazgu poprawiać a tekst jest p[rzecież bardzo aktualny.

Ile razy pytałeś niewidomego o ten specjalny dar wyczuwania świata? Nie musisz się wstydzić. Wszyscy tak robią. W krajach muzułmańskich wierzą, że ślepiec naznaczony jest pieczęcią świętości. Marabut, człowiek dotknięty przez Boga cierpieniem, przez niego wybrany, ma szczególny przywilej bogatszego przeżywania świata. A postacie wieszczów ze starożytnych tragedii? Pamiętasz? Nie. Kto dzisiaj czyta klasyków. Może więc przebój kinowy ubiegłego sezonu, ten film o małym chłopcu, który mógł widzieć zmarłych, rozmawiać z nimi i pomagać im w załatwianiu zaległych spraw w świecie żyjących.
Niech pan napisze o swoim doświadczeniu kontaktu z pacjentami. Jak. Czy Platon stworzyłby swą opowieść o jaskini gdyby był ślepcem? Jak pisać o tym i nie paść ofiarą banału. No bo o czym tu pisać. O łzach podjeżdżających do gardła, gdy czuje się prawie w sobie walkę o każdą odrobinę powietrza? A może o tym jak wstydliwie omija się tych, co nie mogą nic powiedzieć? Jak to! Przecież masz szósty zmysł!
Halinka siedzi na swym wózku i wyrywa się wszystkimi siłami ze szponów afazji. Jakie kiczowate porównanie. Ale ona walczy, bo chce jeszcze powiedzieć to wszystko, co najważniejsze. Oboje wiemy jak płacze się z bezsilności, ale nie tam na placyku przed hospicjum, nie razem, każde wie o tym osobno.
Żona Bartka złorzeczyłaby Bogu, gdyby miała na to dość wiary. Nie raz w życiu wygrażałem mu pięścią, ale czy przez to ja i ona jesteśmy sobie bliżsi?
W Turcji nie raz dano mi pić nie biorąc za to należnej opłaty. Allah nagradza uczynki miłosierdzia tym bardziej, jeśli troszczysz się o jego wybrańców. A szósty zmysł? Nie umiem mówić językami ludzi i aniołów. Mam ciepłe ręce tak jak ty i tak jak tobie brakuje mi siły by pójść za Jego głosem po falach.

Opowiadanie

Jakiś czas temu napisałem opowiadanie. Data w komputerze wskazuje, że to już prawie sześć lat. Nie byłem jednak wcześniej gotów by je opublikować. Teraz czas nadszedł. Uznałem, że opowiadanie jest dobrze napisane i warte podzielenia się z innymi. Dlatego zamieszczam je poniżej.

Zawód Charon
Brzęczenie telefonu powoli przebijało się przez lepką powłokę snu. Słuchawka podniosła się. Chłodny owal podrażnił ucho twardym, przywołującym do rzeczywistości dotknięciem.
- Powalony jisz chrisstsz - zaskrzeczało coś niewyraźnie.
- In saecula saeculorum amen… - Andrzej usłyszał głos wydobywający z niego te jakieś znane słowa z rzeczywistości, która jak powoli sobie przypominał, była jego częścią. A może było odwrotnie.
- Słucham. - Powiedział już bardziej przytomnie, bardziej jakoś własnowolnie choć nie do końca wiedząc co i po co robi.
- Ksiądz Andrzej?
- Tak. Jest trzecia w nocy.- Suche spieczone usta, nieświeży oddech i ten prawdziwie piekielny, nie dający się zignorować ból głowy przywróciły Andrzejowi Pamięć i Tożsamość. - Czego do ciężkiej cholery?
- Ja bardzo przepraszam, że tak w nnocy, że…
- Proszę nie płakać. Co się stało? Kto mówi? Stopy szukały stojących obok tapczanu kapci. Te opowieści o poście czterdziestodniowym są z pewnością przenośnią literacką. Andrzej ruszył powoli w stronę kuchni trzymając przy uchu słuchawkę. Słowa ubrane w telefoniczny zgrzyt kiepskiego połączenia powoli zyskiwały właściwą sobie formę i znaczenie. Wreszcie wyłonił się z nich, posiadający jakąś rozpoznawalną indywidualność, człowiek.
- Zawód Charon - powiedział głos - muszę się wyspowiadać.
- Ale przecież nie teraz, nie przez telefon. To nie jest telefon zaufania! - Wódczane opary utrudniały zebranie myśli. Woda nie przynosząc ulgi wlewała się powoli do gardła. Andrzej zgiął się nad zlewem i rzygnąwszy boleśnie upuścił słuchawkę na podłogę. Ucho mimowolnie łowiło dobiegający z daleka głos.
- Jest tam ksiądz?
- Jestem. Słucham - odpowiedział odruchowo podnosząc słuchawkę - Pan jest lekarzem?
- Tak, ale to nie ma chyba wielkiego znaczenia.
- Powiedział pan “Charon”. Eutanazja? Andrzej mimowolnie, niczym robotnik przykręcający kluczem śruby przy taśmie, myślał.
- Nie. to nie tak. Zawsze odprowadzałem ich na drugi brzeg. Czuwałem, modliłem się z nimi, trzymałem za rękę, pocieszałem rodziny, robiłem wszystko a nawet jeszcze więcej.
- Z tej świętości widać panu odbiło. Warknął, otworzył kefir i pił go powoli drobnymi łyczkami.
- Ksiądz jest pijany, albo jeszcze pijany, ale to nie szkodzi. Tu jest tylko Internet i telefon satelitarny. Najbliższa misja jest o jakieś 300 kilometrów stąd. Nie mają helikoptera a przy tych drogach to jakieś trzy dni jazdy. Nie wiem czy mam tyle czasu.
- Nie mogę. Człowieku nie rozumiesz, że mi nie wolno?
- Wiesz, teraz to już mnie po ludzku wkurwiłeś. Rób ksiądz swoją robotę i mi takich pierduł nie opowiadaj. Umieram. Za kilka dni, może w najlepszym razie tygodni do piachu. Mózg mi się kończy. Wiara zawsze była dla mnie centrum świata. Chcę umrzeć spokojnie.
Andrzej śmiał się histerycznie chodząc nerwowo po kuchni. Nienawidził tego idealisty, świętego wolontariusza z afrykańskiego buszu. Co ty wiesz o wierze, o życiu, o śmierci? Eleganckie rozkładanie rąk i zawodowa maska współczucia. Długo ćwiczyłeś pochylanie się nad bliźnim. Pięści zaciskały się ze wściekłości a może z żalu. Wspomnienia napływały gwałtownym prawie rozwalającym czaszkę uderzeniem bólu.
- Byłem w Rwandzie. Wszyscy uciekali przed wszystkimi. W obozie dla uchodźców ludzie umierali masowo na wszystkie tropikalne świństwa. Żadnych leków a od czasu do czasu banda żołnierzy czy wynędzniałych bandytów poszukujących jedzenia czy zemsty plądrowała mordowała i gwałciła jak leci. Gdzie był wtedy ten tak ważny dla ciebie Jezus? Nadal chcesz tej spowiedzi? - Andrzej wytrzeźwiał. Usiadł ciężko na łóżku, owinął plecy kołdrą i czekał. Słyszał w telefonie stłumione odległością odgłosy szpitalnego życia. Znał to dobrze. Głos po drugiej stronie nie odpowiadał. Andrzej dotknął palcem wyłącznika słuchawki i wtedy właśnie usłyszał:
- Zna ksiądz przecież Pismo lepiej ode mnie. Tyle przecież napisał ksiądz o wartości cierpienia, o cierpieniu jako modlitwie. Zawsze z tego czerpałem natchnienie. Siedzę tu teraz bezradny, przerażony, bliski samobójstwa. Zawsze walczyłem do końca. To tak łatwo filozofować. Tak łatwo mówić o grzechu terapii uporczywej. Ile razy balansowałem na granicy? Ile razy wycofywałem się przedwcześnie, walczyłem zbyt długo, wołałem do Boga, że już nie chcę leczyć ludzi, że jeśli to tylko możliwe niech zabierze ten Kielich, ale on mnie opuścił. Wyciągam teraz w rozpaczy rękę po tę spowiedź bo nie ma już Boga.
- O kurwa, ale melodramatyczna teologia. Żal mi ciebie. I wiesz wyspowiadam cię. Zrobiłem już tyle rzeczy, których robić nie wolno, których robić się nie godzi, że jeszcze to jedno nie uczyni różnicy. A skoro ci tak zależy, skoro ma ci to przynieść ulgę niech będzie. Wyprostował się, usiadł wygodnie, z zawodową zmęczoną obojętnością wykonał znak krzyża. - Słucham.
- Jestem lekarzem od dwudziestu, a może dwustu lat. Trudno powiedzieć. Powiadają, że w tym zawodzie starz mierzy się wielkością osobistego cmentarza. Chciałem być najlepszy. Zawsze tak było. Szkoła, klub wysokogórski, studia, doktorat, dziewczyny, wszystko miało być najlepsze.
- Modlitwa też?
- Przede wszystkim. Chciałem iść do seminarium, ale życie bez kobiety, bez seksu, wydawało mi się zwyczajnie niemożliwe. Powie ksiądz, że to takie prymitywne, takie zwierzęce. Służba ciału zamiast służby duszy co? - Doktor śmiał się cicho - Tak. I potem wszystko było jakoś zamiast.
- No, ale to chyba nie jest problem Augustyn nie omijał burdeli i został świętym. A zresztą, nie masz czego żałować. Gdybyś wiedział ile razy prosiłem Boga o łaskę wierzenia w to czego nauczam. Kapłaństwo to rodzaj samotności totalnej, samotności ciała, duszy i umysłu. Nie zrozumie jej ten, kto nie przeszedł przez golgotę spowiedzi wielkanocnej. Zapach potu i tanich perfum, papierosów, taniego wina i dawno nie mytych zębów i ten wielogodzinny szum pozbawionych znaczenia słów, słów masek, za którymi chowają się, uciekając przed przerażającą możliwością odkrycia samych siebie, ludzie.
Doktor słuchał uważnie. Czuł się znośnie. Ciało nie przeszkadzało myśleć. Był znowu lekarzem.
- Czy rozmawiałeś o tym z kierownikiem duchowym?- Usłyszał swoje pytanie nim zdążył pomyśleć, że zadawanie jego jest dla penitenta co najmniej niestosowne.
- Próbowałem, ale czy ktoś to umie zrozumieć. Powiedz mi doktorze czy nigdy nie sprzeniewierzyłeś się sumieniu? Nie pytam o drobiazgi. Człowiek w twojej sytuacji musi mieć specjalne powody by szukać pomocy duchowej. - Andrzej słyszał te słowa i nie mógł uwierzyć, że je mówi.
- Są sytuacje gdy każdy wybór jest wyborem przeciw sobie. Co można zrobić gdy matka umierającego dziecka błaga cię na kolanach o przetoczenie krwi, gdy żebrze o jeszcze jeden dzień życia? Wiele razy robiłem rzeczy, które leżą gdzieś w strefie wątpienia, tam gdzie nie można powiedzieć czy idzie o dobro chorego, dobro jego rodziny czy też może o uleganie własnej słabości, kierowanie się egoistycznymi emocjami. Jest oczywiście Sztuka, Wiedza, doświadczenie życiowe. Ksiądz rozumie? Nie miałem poczucia grzechu, ale też nie mogę powiedzieć bym miał spokojne sumienie.
Doktor pił ciepławą wodę. Czuł, że chce jeszcze coś powiedzieć, ale myśli nie umiały się poukładać w sensowne zdanie. Cisza narastała powoli.
- Piję. To jest jak rana, której nic nie potrafi zabliźnić. Pracuję gdzie się da. Kucharz, murarz, grabarz, sanitariusz i kierowca w karetce. Wszystko na chwilę. Andrzej jakoś mimowolnie spowiadał się temu obcemu człowiekowi. - Wódka. Ale od Jezusa nie da się uciec.
-Kobiety? - Pomyślał doktor - Cóż za dziwna zamiana ról.
- Jakie to ma znaczenie. Ludzie ustalają co jest dobre a co złe.
- Teolog tak mówi?
- Lekarz chce uciekać od chorych, myśli o tym czy nie lepiej jest skrócić życie pacjenta? Andrzej odpowiedział pytaniem na pytanie. Cisza dzwoniła w uszach nieznośnie. Dwaj mężczyźni nie potrzebowali więcej słów. Doktor płakał cichutko. Żal, wściekłość, rozczarowanie i litość miotały się w nim walcząc o lepsze z pragnieniem pomocy, udzielenia wsparcia temu zdruzgotanemu służbą nieszczęśnikowi.
- Ja… Ja… Andrzej nie umiał przywołać formuły rozgrzeszenia. Płakał. Sięgnął po stojącą obok łóżka butelkę i pociągnął długi łyk. - Odpuszczam ci twe grzechy. Ale czy ty mi przebaczysz?

Modlitwa i życie

A do czego służy różaniec? Trudno się dziwić, że dziecko, któremu każe się chodzić do kościoła na długie nużące nabożeństwa zadaje takie pytania. Tyle czasu mozolnie i nudno spędzać i nie wiedzieć po co? A jak się czujesz pao tym “zabiegu” zapytałem. Taki, powiada mały, wyciszony. Znaczy zabieg pomaga. Odpowiedziałem krótko i zacząłem myśleć. Bo oczywiście polskie bractwo radiomaryjne wyklnie mnie gdy powiem, że Pozdrowienie Anielskie z punktu widzenia czysto technicznego jest kiepską mantrą, albo mantrą dla bardzo zaawansowanych użytkowników. No ale z drugiej strony nie oszukujmy się. Te tzw rozważania różańcowe to albo dla bardzo mądrych, ja w żaden sposób głębi i sensu w nich zazwyczaj dopatrzeć się nie mogę i przez pokorę głupiego gadaniawysłuchuję, albo, co bardziej prawdopodobne, tworzone zazwyczaj przez niewolników konwencji językowej, którzy nauczyli się bezmyślnie klocki nie mające treści i znaczenia układać. No więc powiedziałem dziecku, że ma odmawiać i wszystkie inne myśli niech mózg w tym czasie opuszczą. W ten sposób będzie otwarte na działanie dobrego i to z gwarancją działania dobrego ducha a on, zgodnie z zasadami funkcjonowania mantry, uniesie duszę w górę ku Bogu. Tylko, że koronka do Miłosierdzia Bożego jest lepsza bo modlitwa mieści się w jednym oddechu i bardziej odpowiada fizjologii odmawiających. Tam jest tylko jedno, ale za to najtrudniejsze do wypowiedzenia uczciwie i z przekonaniem, zdanie: Jezu ufam Tobie. Może zatem pozostańmy w październiku przy modlitwie różańcowej?

Następna strona »