Polowanie z nagonką

Kolega podrzucił mi link do budzącego u mnie bardzo mieszane uczucia tekstu. Wygląda na to, że być może powstanie niebawem nowe globalne przekleństwo. Coś w rodzaju: obyś był online na wieki. Nie wierzycie to przeczytajcie. Mam nadzieję, że opublikowanie linku do tego materiału nie jest nielegalne, ale pod tekstem straszą tak wszelkimi karami, że boję się czy nie spotka mnie co złego od autorów tego materiału
o ofiarach sławy elektronicznej

Maszyny naprawdę tłumaczą?

Wiem, że wielu z was używało maszynowych tłumaczeń proponowanych przez Google, Yahoo lub Microsoft. Jakość tych tekstów jest, jak dotąd, daleka od doskonałości. Jednak proste “nie używać” nie jest odpowiedzią dla tych, którym informacja zapisana w nieznanym języku jest zwyczajnie potrzebna. Przed chwilą przeczytałem ciekawy i zarazem bardzo interesujący tekst w nowojorskim Timesie. Zainteresowani znajdą tam teksty w kilku przykładowych językach zestawione z “ludzkimi” i “maszynowymi” tłumaczeniami. Wydaje mi się, że być może dożyjemy czasów, gdy tłumaczenia dokonywane przez maszyny będą dostatecznie dobre, że praca z tekstem w języku opcym będzie możliwa bez udziału tłumaczącego, ludzkiego pośrednika. Czyżby zatem kolejna wizja autorów książek z gatunku science fictnion miała się spełnić? Oceńcie sami.

Hans Pandeya

No bo jaki lepszy tytuł wymyślić, gdy pisze się o człowieku znanym z tego, że jest on raczej biznesowym awanturnikiem, a może kto wie, kimś w gatunku wielkich przedstawicieli awangardy, człowiekiem, który kieruje się wizją wyprzedzającą pojęcia naszych czasów?
Informacje, które sam o sobie publikuje, są raczej skąpe. Z innych źródeł można się dowiedzieć, że “poczynania biznesowe” tego człowieka były, jak dotąd, conajmniej kontrowersyjne. Wielkie plany szwedzkiego biznesmena o indyjskich korzeniach nie wytrzymały konfrontacji z twardą rzeczywistością. Pandeya stanął bowiem wobec wizji utraty całego swego majątku za długi podatkowe. Uparty ten człowiek wraca teraz i ogłasza, że ma poważne plany dotyczące mediów elektronicznych. Czy rzeczywiście? Zobaczymy. Zjawiska lekceważyć z pewnością nie wolno. Wie o tym każdy, kto słyszał bodaj odrobinę o pirackich stacjach radiowych.

Użyj ślepca

Wyobraź sobie, że jesteś altówką, wiolonczelą albo rozmigotaną perliście fletnią pana. Czy wzbogacasz świat? Jesteś źródłem dobra, piękna i radości?

A teraz do powyższej formuły podstaw odpowiednio następujące zmienne: “ślepiec”, “Paralityk”, “Obłąkany”. Te niepoprawne politycznie i mocno przestarzałe określenia kondycji ludzkiej zostały użyte tutaj celowo. Tak jest łatwiej zobaczyć kontrasty, skupić się na problemie - nie na formie.
Czy po podstawieniu zmiennych zdanie o przysparzaniu światu piękna, dobra i radości jest nieprawdziwe?

Ale właściwie dlaczego o tym pisać.
Media pełne są ostatnio dyktowanych szlachetnymi intencjami treści, których celem jest przekonać nas, że osoba niepełnosprawna jest taka sama jak wszyscy, że mężczyzna jest taka sama jak kobieta. To nie przejęzyczenie czy błąd. Oni naprawdę tak myślą organizując te swoje manify.
A ja odwrotnie. A co by się stało gdyby tak zamiast opowiadać, że jestem niewidomy, ale też używam komputera, czytam książki, noszę majtki… zrobić atut z naszej niepowtarzalności. Wyobraźcie sobie taki filmik: w nocy płacze dziecko, niewidomy ojciec wstaje i niezapalając światła przewija maleństwo a w komentarzu słyszymy: moja żona śpi dobrze bo do przewijania nie muszę zapalać światła. Czy tak nie brzmi lepiej?
Napisanie powyższego zawdzięczam mojej widzącej żonie, która zawsze twierdzi, że ma w domu męża a jeśli ten mąż jest niewidomy, to mu wolno o tyle, o ile nie destabilizuje to nadmiernie życia rodzinnego.

Przerwa techniczna

Drodzy czytelnicy.
Blog Informatyka i filozofia sygnowany SP9QLO nie będzie się przez jakiś czas aktualizował. Autor, po odbyciu koniecznych czynności serwisowych, zamierza, tak szybko jak to możliwe, powrócić do swej grzesznej aktywności i dręczyć was nadal swą paplaniną. W razie niepowodzenia wierzącym w świętych obcowanie zalecam szukanie alternatywnych kanałów kontaktowych.
No dobra. Mówiąc serio mam przerwę na konieczne zabiegi medyczne, ale to co powyżej napisałem brzmi zabawniej. Czyż nie?

Darmowe książki

Wpadł mi właśnie w ręce adres do internetowej biblioteki książek do słuchania. Podobno sporo tego i w przyzwoitej jakości. Zobaczcie. Z zawartość i treść nie odpowiadam. Wrzucam, żeby się nie zgubiło a może się komu na co przyda
http://www.archive.org/

A to wszystko na stronie
http://librivox.org/

Tydzień bez google

Brzmi jak dzień bez papierosa? No cóż. Właśnie przeczytałem, że pewien amerykański spec od komputerów zrobił na sobie taki eksperyment. Okazało się, że bez Google żyć się da, że nawet nie jest tak trudno, jak wszystkim mogłoby się wydawać, ale… Tu zmiana tematu. Choć Google to wprawdzie nie “nałóg” lecz raczej nasze “przyzwyczajenie” są w sieci obszary, po których poruszanie się pod “przewodnictwem” Wielkiego Brata nie jest wcale najwygodniejsze i najskuteczniejsze. Chcesz bowiem drogi czytelniku zwiedzać Rosję? Zacznij od Yandeksu. Widać tak musi być. Szukałem czegoś. Powiada mi kolega: wpisz w yandeksie to hasło. A na co mnie jakieś tam egzotyczne cudo - pomyślałem sobie - skoro mam mój wypróbowany Google. Nic bardziej błędnego. Rosja to kraj pełen tajemnic. Wszystko tam musi być inaczej. Pamiętacie przecież drodzy czytelnicy, że Car, gdy budowano ongi kolej żelazną zarządził by tory były na h… szersze. Reguła ta stosuje się widać i do wyszukiwarki. Google wprawdzie znajduje co chcecie, ale nie całkiem, ale na dalekim miejscu w liście wyników, ale… A tym czasem rosyjskie cudo zamorskie do gustów i potrzeb rosyjskiego użytkownika skrojone prowadzi wprost bezbłędnie i zdaje się czytać w naszych myślach.
Ile jeszcze przede mną podobnych zadziwień? Nie Wiem.

тТифлоцомп

Ten wpis ma oczywiście tytuł. Nie widać? To celowe. Chcę zwrócić w ten sposób twoją drogi czytelniku uwagę na zjawisko wielojęzyczności. Napisano cyrylicą “tiflocomp”. Tak nazywa się rosyjskojęzyczna strona, na której można znaleźć zgromadzone w jednym miejscu wszystkie możliwe informacje, których może potrzebować niewidomy użytkownik komputera. Strona jest zrobiona przejrzyście, materiały są podane w jasnym intuicyjnym układzie. Co ważniejsze: początkujący użytkownik komputera znajdzie tam więcej niż trzeba by rozpocząć swoją przygodę z mediami elektronicznymi. I chce się tylko zapytać czemu u nas w Polsce tak nie można. Oczywiście są i problemy. W Rosji niewidomi zdają się wiedzieć jedynie o istnieniu Jaws dla Windows. Ci bardziej zorientowani słyszeli o Linuxie. Są oczywiście jakieś jeszcze, całkiem niszowe aplikacje, ale nie ma tam tak wielkiego wyboru jak u nas. Ktoś powie, że to źle, że tak im przez to ciężko, że jak dystans do świata zmniejszyć, gdy tyle trudności już na samym początku. Ja jednak widzę w tym wielką szansę. Oni mogą zwyczajnie pójść drogą na skróty. Pominąć wszystkie nasze błędy i od początku zrobić wszystko lepiej.

A my? My chyba musimy się zastanowić jak tę wielojęzyczność mądrze obsługiwać. Głos podstawowy w Klango obsługuje menu programu, ale także wszelkie listy. A jeśli nazwa stacji radiowej jest arabska, rosyjska, chińska, japońska czy inna? Można na taki język przełączyć głos podstawowy tyle tylko, że mając menu w jakimś języku europejskim będziemy doświadczać poważnego dyskomfortu pracy. Jak rozwiązać ten problem? Gdybym wiedział, to napisałbym do autorów Klango list z gotowym rozwiązaniem. Tak jest szybciej. Nie trzeba wysilać się w piątkowe ponure popołudnie na marny, jak mi się zdaje, felieton.

Nowe Klango już jest

Zbyt wcześnie jeszcze na wyważone oceny nowego Klango. Można jednak, jak się wydaje, powiedzieć, że to kolejny przypadek wielkiej chmury, z której deszcz spadł maleńki. Płatne serwisy w Klango to chyba ciekawy pomysł tyle, że jakoś nie widzę szans na jego powodzenie wobec istnienia takich gigantó jak sendspace do przesyłania plików czy skype do płatnej poczty głosowej. Na pierwszy rzut oka rozczarowują zdecydowanie błędy odtwarzacza multimediów i bardzo niedorobiona przeglądarka internetowa. Może rzeczywiście powinniśmy zrobić “zrzutkę” na drużynę Klango. W ten sposób ludzie mieliby trochę czasu na spokojną pracę nad tym tak mimo wszystko pożytecznym dla niewidomych użytkownikó internetu programem.

Rekolekcje online

W internecie można znaleźć wszystko. Sposób na najwymyślniejsze samobójstwo, instrukcję produkcji bomby, najtańszą i najbardziej obrzydliwą pornografię, a obok tego… rekolekcje online. Tak chyba musi być. Wszak nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Powiecie, że nienormalny jakiś jestem a we mnie zwyczajnie wszystko się gotuje, gdy słyszę rozpaloną do białości panią w radio RMF ogłaszającą, że oto sensacja niezwykła się stała, bo Dominikanie zaznaczyli swą obecność w sieci i nie tylko oni. Złości mnie to głoszone z zapałem godnym lepszej sprawy przekonanie, że są poglądy nowoczesne i katolickie, życiowe i katolickie, humanistyczne i katolickie. Przyzwoite i katolickie też są? Jestem przecież nowoczesny i katolicki. Moje dzieci są wyedukowane seksualnie mimo wyznawanej przeze mnie “opcji katolickiej”. Może nie jestem bardzo wierzący, wzorowo praktykujący, ślepo posłuszny autorytetowi matki Kościoła, ale ta lewacka obłudna, upraszczająca wszystko sztanca doprowadza mnie zwyczajnie do szału i obraża.
Jakaś pani z czrwonego radia talk fm nie będzie mi mówić co dobre a co złe tak samo jak ziejący nienawiścią Ojciec Dyrektor.
Gazetowi mędrcy nie zmniejszą przerażenia, które wzbudza we mnie owijana w humanistyczną retorykę wizja społeczeństwa eugenicznie sterowanego, społeczeństwa, w którym wypada brzydzić się starym i zchorowanym człowiekiem w sposób elegancki i proponować mu zamordowanie go, nazywając ten barbarzyński akt eutanazją. I tylko zastanawiam się w tym wielkim poście czy to także moja wina. Nie mam jednak w sobie dość pokory, by szczerze uznać, że mój sposób życia, moje wybory moralne, także składają się na to nasze bagienko. Może kiedyś dorosnę.

Następna strona »