Styczeń 27, 2012
Dziennik migracji zakończenie
Maki i inne roślinki
Minął już ponad miesiąc od czasu gdy zacząłem przesiadać się na mój nowy komputer.
Czas zatem na to by oficjalnie zakończyć okres migracji i jak na świętej spowiedzi wyznać co się udało, czego się nie udało osiągnąć, co jeszcze można zrobić i czy w ogóle warto.
Zacznijmy od tego co dobre i przyjemne:
1. System jest z pudełka dostępny choć do dziś nie wiem co trzeba zrobić, żeby język systemu z angielskiego zmienić na polski. Słabą mam przyznaję motywację do poszukiwań bo po angielsku tak czy inaczej pracuję więc angielski w takim czy innym menu średnio mi przeszkadza zwłaszcza, że podczas pisania tekstów korekta dokonuje się zawsze zgodnie z językiem, w którym piszemy.
2. Safari to beznadziejna i niewygodna przeglądarka, która ma wiele nieprzyjemnych iedoróbek: w odróżnieniu od firefoxa czy internet explorera korzystanie z listy własnych ulubionych jest tutaj zwyczajnie bolesne, uruchamianie “nie applopoprawnych” treści multimedialnych wymaga niezwykłej wprost gimnastyki - właściciel i twórca systemu zadbał o to, żeby małozaawansowany użytkownik przypadkiem nie zorientował się jak to zrobić, ale uczciwie przyznać trzeba, że jeśli już treści są w tej przeglądarce dostępne to czyta się je bardzo wygodnie a nawigacja po stronach należy do kategorii doświadczeń naprawdę przyjemnych. Na uwagę zasługuje obsługa plików w formacie .pdf. Mogą być w sieci lub na naszym dysku. Zawsze otwierają się bardzo szybko i właściwie można o jakichkolwiek ograniczeniach związanych z tym formatem zapomnieć. Nie przeczytamy tekstu, który ktoś zapisał z obrazka, ale to ograniczenie jest chyba oczywiste dla wszystkich. Przyjemnym zaskoczeniem był dla mnie flash. Okazuje się, że jeśli ktoś używa go zgodnie z zaleceniami dostępności, to wszystko działa jak należy i daje się używać a ograniczenia, jeśli występują, wynikają zdaje się głównie z tego, że pewni panowie postanowili się nie lubić a przedszkolanki, która mogłaby i powinna przywołać do porządku i prawidłowej postawy społecznej tych niedoważonych niedorostków, zwyczajnie zabrakło.
3. Klienta poczty mogę z czystym sumieniem polecić. Ma swoje zgrzyty, to i tamto mogłoby działać lepiej - idzie mi zwłaszcza o sposób czytania treści wiadomości, ale ogólne wrażenie jest dobre. Mocna czwurka. Na pozytywne wyróżnienie natomiast zasługuje tutaj obsługa kont pocztowych takich jak Gmail. Program pocztowy proponuje nam integrację wszystkich proponowanych nam przez Google usług związanych z kontem z zainstalowanymi w naszym komputerze aplikacjami a synchronizacja zawartości online z tym co znajduje się w domowym komputerze jest zabiegiem przyjemnym, łatwym i całkowicie bezbolesnym - tego ostatniego niestety nie można powiedzieć np. o takim MS Outlooku.
4. Im bardziej w las tym bardziej jak w Linuxie. Jeśli chcecie z waszej maszyny wycisnąć coś więcej niż oferowana na starcie podstawowa konfiguracja to trzeba rozpocząć studiowanie “applologii”. A oto przykład. W jednym z podkastów dotyczących korzystania z omawianego tutaj komputera autor powiedział, że nie można regulować głośności poszczególnych źródeł dźwięku bo brak w systemie - w odróżnieniu od Windows - dostępnego miksera głośności. To prawda, ale nie całkiem. Twórcy OSX powinni otrzymać specjalną pochwałę za sposób w jaki przygotowali swój system pomocy. Okienko przeszukiwania odnośnej dokumentacji dostępne jest praktycznie w każdym miejscu a przy tym została
ona tak przygotowana, że praktycznie zawsze po wpisaniu dowolnego słowa w okienku wyszukiwania otrzymamy jakieś sensowne wyniki. Gdy zatem zdesperowany niemożnością rozwiązania problemu źródeł dźwięku, nie licząc na jakiekolwiek rozwiązanie, wpisałem w powyższym okienku hasło regulacja głośności stało się coś, czego w ogóle nie oczekiwałem. Po pierwsze znalazł się tekst na zadany temat (w plikach pomocy Microsoftu też tak jest tyle tylko, że prawie nigdy nie wynika z tego nic pożytecznego i dającego się zastosować), po drugie: obok wyświetlonego tekstu był przycisk otwierający odnośną aplikację. Zatem miksera w znanym nam z systemu Windows kształcie rzeczywiście nie ma, ale głośność źródeł dźwięku daje się regulować.
Idąc dalej tym tropem powiem, że wszyscy, którzy próbowali uruchomić na Macu pakiet Open Office powinni odpowiedzieć sobie na pytanie czy aby napewno zainstalowali w systemie pakiet JAVA. Normalnie nie jest on zainstalowany. Przeglądarka internetowa i inne programy nie upominają się o niego a moje doświadczenie z Linuxem i instalowaniem tam powyższego pakietu biurowego mówi mi, że pakiet daje się zainstalować, ale o komponenty javy nie upomina się zbyt gwałtownie tyle tylko, że pojawiają się problemy z poprawnym działaniem. Odpowiedź poznam gdy wreszcie znajdę czas na podjęcie prób z pakietem Office.
5. Olearia i stokrotki.
Programów do obsługi treści zapisanych w formacie DAISY jest jak się okazuje kilka. Tu przykry zgrzyt. Zalecana na stronie firmy Apple Olearia nigdy u mnie nie zadziałała poprawnie. Prawdopodobnie nie jest kompatybilna z najnowszą wersją systemu operacyjnego.
Elegancka, ale za to bardzo droga (około 120 USD), aplikacja ze strony http://www.daisy.org/tools/580#t143 działa nieźle - miałem okazję wypróbować wersję demo. Jeśli jednak nie potrzebujecie studiować w wersji brajlowskiej tekstów matematycznych i wystarczy wam obsługa książek mówionych bez brajla to darmowy Emerson Reader (dostępny także dla systemu Windows i Linux), w zupełności wystarczy. Aplikacja wprawdzie robi wrażenie niedopracowanej, wszystkie ustawienia trzeba wprowadzić ręcznie a odtwarzanie książki rozpoczyna się nie po aktywacji polecenia “otwórz” lecz dopiero po otwarciu w kolejnym oknie stosownego pliku .html, ale po pierwsze jest darmowa a po drugie jeśli ktoś chce i umie może ją udoskonalać ponieważ jest to aplikacja całkowicie otwarta a co za tym idzie kod źródłowy jest dostępny dla wszystkich.
6. Na koniec kilka słów o komunikatorach.
Jeśli chcecie korzystać z tej formy porozumiewania się ze znajomymi to na początek zainstalujcie sobie Adium. Komunikator ten obsługuje wszystkie chaty, których będzie chciał używać polski internauta a przy tym jest całkowicie zgodny z Voice Over. Wady? B rak obsługi trybu audio i wideo w komunikatorach. Autorzy twierdzą, że pracują nad włączeniem tego trybu. W niektórych przypadkach zmieni się jednak niewiele. Użytkownicy Googletalk muszą poprzestać na trybie tekstowym i tak najprawdopodobniej, wydaje się, że wyłącznie ze złej woli firmy Google, będzie do końca świata.
Skype. Można, ale bardzo niewygodnie. Jedynym sposobem na wygodną pracę z najnowszą wersją skype\’a jest konfiguracja rozpoznawania poleceń głosowych. Trzeba to niestety zrobić po angielsku, ale jeśli komuś niedogodność taka nie przeszkadza to szczegółowy opis stosownych zabiegów oraz gotowe do użycia polecenia głosowe znajdzie w sieci.
Podsumowując: Jeśli zależy wam na doskonałej jakości urządzeniu i nie chcecie wydawać fortuny na czytnik ekranu to komputer z jabłuszkiem jest dla was. Musicie jednak zdawać sobie sprawę, że oferowana tutaj dostępność wiąże się z licznymi ograniczeniami. Ujmując rzecz potocznie powiem porównując do doświadczeń z systemem Windows: popracujecie lepiej i wygodniej niż z NVDA czy System Access, ale gorzej i mniej komfortowo niż z Jawsem czy Window-Eyesem.
Filed by sp9qlo at 9:23 am under Uncategorized
No Comments
2 Comments