Narażony na treści

Miało być “radio z propozycją”, ale taki tytuł jest mało “pikantny” i dlatego zmieniłem.
Będzie o radiu internetowym. O serwisie live365.com słyszało zapewne wielu z moich czytelników. Twórcy tego serwisu zarabiają na sprzedawaniu często bardzo “niszowych” treści. Można tam znaleźć etniczną muzykę Afryki, Indii, Ameryki południowej, niezwykle rzadkie programy edukacyjne, słuchowiska radiowe z gatunku takich, co to ludzie myślą, że już dawno wyginął i wiele rzeczy, które nikomu nawet nie przyszłyby do głowy.
Treści dostępnych w sieci jest tak wiele, że nikt nie jest w stanie ich zauważać i w tym wszechogarniającym zalewie się orientować. Live365 znalazł ciekawy sposób na to, żeby nas na zetknięcie się z nowymi treściami “narazić”.
Jak to działa:
1. Wejdź na stronę.
2. załóż sobie konto.
3. wybierz sobie muzykę albo tematy, które lubisz.
4. Ponieważ masz już swoje konto możesz sobie zapisać listę wybranych stacji.

Teraz zaczekaj:
na twojej stronie zaczną się pojawiać propozycje tego co może cię zainteresować a czego jeszcze nie próbowałeś. Spróbować jest bardzo łatwo bo wystarczy kliknąć na link opisany jako “click to listen”. Powiecie, że takich stron jest w sieci wiele? Zapewne, ale tutaj jest coś niezwykłego. Live365 zostawia na twojej stronie listę stacji, których ostatnio słuchałeś. Jeśli zatem dojdziesz do wniosku, że chcesz dodać taką stację do listy twoich ulubionych to nie ma z tym żadnego problemu.
Jest tylko jedno malutkie ale…
Strona nie należy do najbardziej przyjaznych dla niewidomego użytkownika. Głośność słuchanej stacji musiałem regulować w mikserze systemowym a znalezienie listy stacji i ulubionych jest ze względu na gąszcz reklam, ramek, linków i czego tam jeszcze chcecie, nieco utrudnione.
Twórcy serwisu oferują wprawdzie możliwość umieszczania odnośników do stacji w odtwarzaczu Itunes lub Winamp, ale opcja ta jest dostępna tylko dla tych, którzy wykupili subskrybcję. Tu trzeba powiedzieć, że cena subskrybcji nie jest jakaś zaporowa (około 20 złotych miesięcznie). Jeśli zatem lubicie ciekawą muzykę, chcecie poznawać to, co nowe i niezwykłe, to strona omówionego dzisiaj serwisu internetowego , jest dla was.

Ślepiec nielegalny

No bo jak. Od przyszłego roku wchodzi rozporządzenie, że każdy kto świadczy usługi zapłaci podatek i, jako że wystawienie paragonu będzie obowiązkowe, zmuszony będzie do używania kasy fiskalnej. I tu maleńkie pytanie: o ile droższa będzie kasa, którą obsłuży niewidomy masażysta, tłumacz, czy człowiek świadczący dowolne usługi - dodajmy dla równowagi retorycznej powiedzmy kogoś, kto pomaga innym skonfigurować oprogramowanie i sprzęt komputerowy.
Na stronach ministerstwa finansów, przyznaję, odpowiedzi nie szukałem. A może ktoś poszuka?
Powiecie, że jestem naiwny myśląc, że o takiej kategorii podatników w ogóle pomyślano. Zobaczymy.

Wartości na sprzedarz

Komunistyczne Chiny odnowiły Googlowi prawo do utrzymywania tam swojej strony internetowej.
Zwyciężyła prawda?
Nie bądźmy naiwni. Jak wszyscy wiedzą Google jakiś czas temu wszedł na rynek chiński sprzedając ideały demokracji, wszystkie wartości, od których ociekają pustosłowne amerykańskie gęby. Gdy w styczniu okazało się, że dolary Googla są w Chinach zagrożone firma, niejako w odwecie, postanowiła uwolnić wyniki wyszukiwania od filtrów cenzury. Postraszyli, przenieśli stronę na terytorium niezależne i… uzyskali może jakieś ustępstwa. Dobrze. Tylko po co doprawiać to wszystko opowieściami o prawach człowieka, demokracji i imponderabiliach? My przeciż wiemy, że jak Kali ukraść krowę to dobrze.

Ispot to dobre miejsce dla naiwnych

A miało być tak przyjemnie. Czytam ja sobie opowieści o doskonałej obsłudze, świetnych sprzedawcach i wszystkim przecudownym i… dowiedziawszy się, że Apple sprzedaje swoje produkty lekarzom na specjalnych zasadach, znaczy, że niby tak dobrze; namówiłem żonę moją, lekarkę, żeby pójść do Ispota w Katowicach. To z pewnością, powiedziałem, będzie przyjemne doświadczenie. Nie. Nie kłamałem. Byłem tylko naiwny. Prawda. Garnituru od Armaniego nie ubrałem. Ale czy kto normalny chodzi w taki upał w garniturze? Prawda. Jestem niewidomy a więc, znając polskie realia, do grupy zamożnych snobów z pewnością się nie zaliczam. Ale czy zaraz trzeba mnie lekceważyć?

Trzeba trafu, że dzień wcześniej odwiedziłem z żoną sklep niepozorny, w maleńkim podwórku i znalazłem w nim sprzedawcę, któremu się chciało dla nas wysilić i swoje aparaty fotograficzne pokazać, ładnie omówić, żeby niezorientowany w temacie człowiek wiedział co, gdzie i dlaczego.

Weszliśmy zatem do tej “krainy radosnego kupowania”. Przywitał nas jakiś człowiek, nawet grzecznie, nie mogę się uskarżać i powiada, że IPhona to mogę sobie obejrzeć w znajdującym się nieopodal sklepie sieci Era, że Ipoda z funkcją dostępności to oni nie mają a komputer: to może być tylko po angielsku. Niech będzie - powiadam - jestem ostatecznie tłumaczem i dam radę. Okazało się, że pan uruchomił komputer z polskim systemem operacyjnym i angielską syntezą mowy. Nic w tym złego by nie było gdyby: gdyby nie to, że zachował się przy tym tak, jakby chciał powiedzieć, że mam się odczepić i dać mu święty spokój, że nie raczył w ogóle zainteresować się tym, iż człowiek niewidomy może niewiedzieć jak sobie z takim komputerem dać radę i z jego możliwościami się zapoznać. Włączył zwyczajnie maszynkę i poszedł sobie. Cóż miałem zrobić? Wyszedłem ze sklepu z poczuciem upokorzenia i niesmaku. Było to jedno z najgorszych moich przeżyć tego rodzaju. Windows jest być może nieprzyjemny dla niewidomych bo jego twórcy nie biorą pod uwagę dostępności, ale kupując zwykły, tani komputer, nie oczekujemy niczego szczególnego.
A poza wszystkim wysłanie zastrzeżeń do Apple Polska okazało się zwyczajnie niemożliwe. Nie chcę być pariasem, nie chcę, żeby ktoś mnie lekceważył i robił mi łaskę i dlatego żadnego produktu z jabłuszkiem z pewnością długo nie kupię. Chyba, że stanie się cud i na moim blogu pojawi się sygnowany przez Apple komentarz zawierający przeprosiny.

Prawem i lewem

Dwa są powody by dziś usiąść do napisania tego tekstu. Pierwszy, mniej ważny, to wdczorajsza walka, którą stoczyłem z Winampem i różnymi do niego dodatkami; drugi, znacznie ważniejszy i, co muszę przyznać, jak zwykle w przypadku tekstó Davida Pogue’a, prawdziwie inspirujący, to tekst dotyczący pirackiej dystrybucji nut.

No bo wydaje się z jednej strony czymś oczywistym, że autor zasługuje na to, by zapłacić mu za jego pracę, że wydawca i dystrybutor dowolnych treści powinni móc zarabiać uczciwie na tym czy się zajmują. Ale czy można winić ludzi za to, że rozprowadzają pirackie kopie nut gdy kupienie legalne tych materiałów bywa niekiedy graniczące z cudem? To samo dotyczy zresztą książek. Ja jako niewidomy czuję się paskudnie z tym, że poruszam się obecnie na granicy prawa autorskiego. Jest w bibliotece centralnej PZN dla zarejestrowanych użytkowników dostęp do tzw “skanowiska”. Ale chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, że to taka trochę “mariola okocim spojrzeniu” - jeśli oczywiście czytelnicy pamiętają reklamę, o której tu mowa. No a co do tego ma Winamp? Ano, ma. Kiedyś AOL radio było dostępne dla użytkowników na całym świecie. Obecnie, na skutek faszystowskich praktyk przemysłu muzycznego w Stanach zjednoczonych, jest ono dostępne tylko tam. Jest to działanie nieludzkie, dyskryminujące nas jako obywateli i skierowane przeciwko podstawowym prawom człowieka to jest prawu do swobodnej wymiany kulturalnej i swobodnej wymiany myśli. To samo zresztą przestępstwo popełnia firma Apple wprowadzając inne zasady kupowania treści multimedialnych w USA i w reszcie świata. Takie praktyki są nie tylko naganne i zasługujące na najcięższe wyrazy potępienia, ale, co gorsza, sprzyjają spychaniu uczciwych ludzi na drogę przestępstwa. Nie dziwmy się, że piractwo kwitnie gdy jedyną motywacją dystrybutorów treści jest czysta i nielicząca się z dobrem ludzi chciwość. Wszystko to dotyczy zresztą nie tylko dóbr kultury. Podrobione leki, ubrania, produkty żywnościowe, biorą się przecież z tego samego źródła. Ludzie w krajach, gdzie poziom zamożności społeczeństwa jest niski, nie są zdeklarowanymi złodziejami. Są jak ślepiec, któremu każe się prowadzić samochód i ma się do niego pretensje, że z nałożonym na niego obowiązkiem zwyczajnie sobie nie poradził.

Warto zajrzeć

Znalazłem ciekawą stron ę. Ktoś zadał sobie trud by zgromadzić w jednym miejscu wszystko, co niewidomemu poszukiwaczowi odpowiedniego dla siebie sprzętu, może być potrzebne. Trudno powiedzieć na ile ten katalog jest kompletny czy wyczerpujący, ale inicjatywa wydaje się godna uwagi. A oto link:
http://www.nfb.org/nfb/Technology_Resource_List1.asp?SnID=1953057405

Jak zawsze niepoprawny

No bo miał już być koniec z tym całym blogiem. Zbrzydziła mnie przecież okrutnie ta awantura o Flasha a potem polskie piekło i całkowicie bezsensowne okołowyborcze tańce upiorów. Pomyślałem sobie, że jak to pięknie napisał kiedyś Krzysztof Zanussi, czas nasz się skończył i pora umierać.

T%ym czasem dwa wydarzenia dni ostatnich i jedna budująca lektura dały mi impuls by dalej, by mimo wszystko, choć nie wiadomo właściwie dlaczego.
No dobrze. Przejdźmy zatem do rzeczy:
Porządek opowieści będzie chronologiczny, co jednak bynajmniej nie ma sugerować czytelnikowi ważności czy hierarchii tego, o czym będzie się pisać poniżej.
Najpierw zatem była rozmowa z żoną. Robimy sobie taką “logoterapię”, bo lepiej rozładować napięcie opowiadając o przeżyciach niż umrzeć na zawał. No więc: najważniejszym działaniem leczniczym w Oddziale Ostrych Zespołów wieńcowych było… zabieg to niezwykle trudny i wymagający ogromnej wiedzy, założenie pacjentce koszuli nocnej. Na codzień nie pamiętamy o świętej Weronice. A przecież ona przywróciła rzeczom ich właściwe miejsce. Może powinno się ją zrobić patronką pielęgniarek. Nie mnie o tym decydować, ale pozostaje faktem, że chora, która była zaopatrzona medycznie zgodnie z najlepszymi prawidłami sztuki, odzyskała spokój ducha a, co z tym się wiąże, dobrostan, dopiero wtedy, gdy do tych wszystkich leków dodano odrobinę ludzkiej rzyczliwości.
Potem była lektura zamieszczonych w Medycynie Praktycznej materiałów z sympozjum etycznego poświęconego zagadnieniom zapłodnienia pozaustrojowego i innym, dotyczących tzw komórek macierzystych. Nie będę zanudzał szczegułami. Ważna jest konkluzja: człowiekiem jest się od chwili poczęcia i nie trzeba do tego żadnej religii; to zwyczajnie teza embriologii i, jako taka, nie może podlegać dyskusjom światopoglądowym nawet wtedy jeśli pani profesor Magdalena Środa zapuści długą brodę i zacznie straszyć nasze dzieci po nocach widmem feministycznej zmory. Wątpliwości oczywiście pozostają bo, jak kiedyś powiedział Jan Paweł II, dobre lub złe są czyny a nie ludzie.
A na koniec dobry drobiazg komputerologiczny: Facebook jest dostępny. Wiele jeszcze pewnie temu oferowanemu przez Klangoklientowi Facebooka brakuje, wiele jeszcze będzie trzeba poprawić, to i owo jeszcze być może udostępnić, ale krok w dobrym kierunku się dokonał. Skoro dzieją się rzeczy dobre jest powód, żeby się trochę wysilić i pisać dalej.

Najnowsze Klango

Dziś ukazała się najnowsza aktualizacja Klango. Jest ona naprawdę godna uwagi. Użytkownicy dostali poprawiony odtwarzacz multimedialny, ulepszoną przeglądarkę stron internetowych a co najważniejsze, możliwość słuchania książek w formacie Daisy. Oby tak dalej. Pochwalcie te zmiany i dajcie znać twórcom, że jesteście z nich zadowoleni. Gratyfikacja psychiczna jest bardzo ważna.

Szaleniec Boży?

Czasem spotyka się link postać, obok której zwyczajnie przejść obojętnie nie można. Formuła, którą Ksiądz Piotr Natanek przyjmuje, jest tyleż kontrowersyjna, co zmuszająca do zwrócenia na nią uwagi. Retoryka strasząca nas siłami masońskimi i Szatanem chodzącym wśród nas po ulicach wielkiego miasta wstrząsa i mnie, nieco sceptycznego, bardzo “rogatego” katolika w pierwszej chwili odrzuca. Mistykiem nigdy nie byłem a w objawienia prywatne uwierzę jak Jezus zadzwoni do mnie na komórkę a i to nie napewno. To taka prywatna choroba słabej wiary. Boli, ale co na to poradzić. Ale nie o tym chciałem pisać. Trzeba powiedzieć jedno. Wejdźcie na tę stronę. Zobaczcie, sprzeczajcie się albo uznajcie słuszność tego człowieka, ale na Boga nie przechodźcie obok jego przesłania obojętnie.
Strona zrobiona jest tak profesjonalnie, że trudno lepiej. Wszystkie wymogi dostępności są wręcz wzorcowe. A jeśli dziwicie się dlaczego tak mnie wytrąciło z równowagi, to wpiszcie w youtube “Piotr Natanek”. To może drażnić. Może się wydawać, że facet jest nawiedzony. Może zresztą rzeczywiście jest. W końcu prorocy byli zawsze, a w Piśmie napisano: ci nie nawrócą się choćby sam Eliasz przyszedł… a w innym miejscu: łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne…
Ja zatem, sceptyk i bardzo za panem Bogiem tęskniący a potrosze ateusz, powiadam wam, że wierzący ksiądz, któremu chce się być księdzem przez całe życie, zawsze i wszędzie, który nie wstydzi się mówić, że całe swoje życie Bogu oddał i w ten sposób uzasadniać swoje postępowanie, to zjawisko niezwykłe.
I choć brak miejsca na jakikolwiek kompromis, brak miejsca dla ekumenizmu i uznanie, że jedynie katolicki sposób na Boga jest właściwy budzą mój gorący protest oświadczam, że Księdza Natanka podziwiam i szanuję, bo to człowiek prawdziwie niezwykły.

Vinux nawet dla idiotów

A więc doczekaliśmy się wreszcie przyjaznego “zwyczajnym” niewidomym linuxa. Dziś rano na serwerze projektu Vinux ukazało się trzecie, oparte na najnowszej wersji link ubuntu, wydanie tej, zmodyfikowanej na potrzeby niewidomych użytkowników komputerów, dystrybucji linuxa. Pierwsze wrażenia są nadzwyczaj dobre. ściągamy obraz .iso, wypalamy z niego płytkę - oprogramowanie do tego zadania jest po pierwsze dostępne niewidomym a po drugie darmowe. Teraz już trzeba tylko uruchomić z tej płytki komputer i… poczekać aż zacznie gadać. Żadnych komend, żadnego wyczekiwania w napięciu by wreszcie trafić i w odpowiedniej chwili nacisnąć “enter”. Trzeba zwyczajnie usiąść w fotelu i poczekać. Gdy już system zacznie gadać naciskamy kombinację alt-ctrl-tab i jesteśmy na pulpicie. Tam już jest łatwo, jak w dobrze nam znanym windowsie strzałkami przechodzimy od jednej pozycji do drugiej. Pulpit zawiera ikonkę kreatora instalacji oraz kilka innych, w tym ikonkę kreatora instalacji pakietu office. Teraz, używając ponownie kombinacji alt-ctrl-tab, przechodzimy do tzw dolnego panelu krawędziowego. Tam wszystko co jest nam potrzebne ma gadające ikonki. Rzyczę miłego zwiedzania. Na koniec tylko jeszcze jedna uwaga: jeśli chcecie wiedzieć co tak naprawdę oferuje nam ten system trzeba go zainstalować na jakimś dysku twardym. Uruchamiany z płyty wiesza się bowiem czasami ponieważ czas dostępu do potrzebnych plików jest w takim trybie pracy znacznie wolniejszy niż wtedy, gdy system korzysta z dysku twardego. Jeśli więc chcecie w bezpieczny sposób doświadczyć przygody intelektualnej a macie w domu jakiś stary komputer, którego już na codzień nie używacie, zainstalujcie na nim omawiany system. Kto wie, może kiedyś przyjdzie dzień, gdy zechcecie mieć go zawsze pod ręką, gdy uznacie, że jest lepszy niż inne systemy i wtedy… pożegnacie się z windowsem na dobre.
Na koniec dodam tylko, że między omawianą przeze mnie kilka miesięcy temu drugą a obecną wersją vinux’a różnica jest tak ogromna, iż opisania jej zwyczajnie nie jestem w stanie podjąć się. To tak, jakby ktoś pytał o różnicę jakości życia ludzi pierwotnych i tych, którym dane było korzystać ze wszystkich dobrodziejstw cywilizacji.
A perspektywy?
Kilka miesięcy temu środowisko niewidomych użytkowników Linux’a przyjęło z troską i niepokojem informację, że Orca (właściwy dla tego środowiska czytnik ekranu), wraz z przejęciem przez Oracle’a firmy Sun Microsystems, straciła głównego sponsora i opiekuna. Tym czasem, strach i odrobina wolności mają chyba wielką wartość motywującą, projekt Orca ma się nie tylko dobrze, lecz zdaje się lepiej niż kiedykolwiek przedtem. Pamiętajcie: Homer dogorywa i pomoc dla niewidomych będzie miała się coraz gorzej. Bodaj z tego powodu warto zainteresować się Linux’em. Kraje trzeciego świata takie jak Polska Bangladesz czy Nepal powinny korzystać ze wspólnych im doświadczeń.

Następna strona »